niedziela, 26 marca 2017

Pasjo-biznes w praktyce, czyli Eunika Jedynak i Artemisja

Przed współczesną kobietą czeka wiele wyzwań. Mamy wobec siebie wysokie wymagania. Pełnimy kilka ról na raz. Umiejętność żonglowania nimi i zarządzania swoim czasem w wykonaniu coniektórych wywołuje mój szczególny podziw. Tak jest w przypadku naszej rozmówczyni. 


Matka, żona, specjalista ds. marketingu w TZMO S.A., doktorantka, scrapbookingowy wirtuoz i oczywiście - serce firmy Artemisja. W wolnych chwilach trenuje zumbę, biega a czasem pływa. Cała ona: zabiegana i wiecznie uśmiechnięta - Eunika Jedynak.



Zacznijmy od podstaw - skąd pomysł na handmade? Jak się zaczęła Twoja pasja związana z tworzeniem?

Odkąd pamiętam, lubiłam rysować, malować oraz tworzyć. Jako dziecko i nastolatka miałam kilka wystaw swoich prac w Gminnym Ośrodku Kultury w Gniewkowie – tworzyłam obrazy na płótnie oraz rysunki suchymi pastelami. Obie moje babcie także miały do czynienia z działaniami artystycznymi - jedna lubiła malować obrazy, a druga zajmowała się tworzeniem kompozycji kwiatowych z suszonych traw i kwiatów – zresztą jako dziecko często chodziłam z nią zrywać różne trawy i kwiaty. Do tej pory pamiętam, co warto suszyć, a co na pewno się obsypie (śmiech).

Podczas studiów zupełnie nie myślałam o mojej artystycznej pasji. Oddawałam się nauce, pracy, działalności organizacyjnej (AIESEC) oraz sportowej (AZS). Kosztowało mnie to sporo czasu – regularne wyjazdy na konferencje oraz zawody sprawiały, że mało kiedy miałam wolny weekend.

Bodźcem do kreatywnego działania okazał się mój mąż - Damian, który kocha fotografię. Już wcześniej myślałam o tworzeniu czegoś artystycznego, a zarazem użytkowego. To wtedy wpadłam na pomysł zdobienia zdjęć oraz wykonywania kartek na zamówienie. Stwierdziliśmy, że w biznesie możemy spełniać się oboje więc założyliśmy firmę. Pierwszy zamysł był taki, że będę ozdabiała zdjęcia z sesji, które zrobi Damian. Jednak klienci zweryfikowali nasze założenia. W biznesie często jest tak, że z upływem czasu zmienia się kierunek działania. I tak właśnie było z nami. Z resztą nadal jest. Teraz mamy w głowie nowe pomysły na rozwój Artemisji! Z tym, że aktualnie jest to o tyle trudne, iż każdy z nas oprócz firmy, realizuje się zaawodowo w inny sposób. Trudno jest znaleźć czas na rozmowy o biznesie, ale kiedy tylko mamy okazję – rozmawiamy, wymieniamy się pomysłami i działamy.

Zdj. Artemisja

Myśląc o swojej działalności wyobrażamy sobie, że idealnym byłoby łączyć pasję z biznesem. Jednak jakie mogą się w związku z tym pojawić problemy?

Cudownie jest robić to, co się lubi i jeszcze móc na tym zarabiać. Problemem jednak jest fakt, że na początku trudno jest utrzymać się stawiając wyłącznie na pasjo-biznes. Artemisja nie jest naszym jedynym źródłem utrzymania. Wydaje mi się, że niezbyt często zdarza się założyć biznes, który jest Twoją pasją i od razu się z niego utrzymać. Artemisja ma prawie dwa lata, a ciągle w nią inwestujemy - kupujemy nowe obiektywy, wykrojniki, papiery i ozdoby. Natomiast z miesiąca na miesiąc jest też coraz lepiej, co nas bardzo cieszy. Wierzymy, że pewnego dnia będziemy zajmowac się już tylko tym, co kochamy.

Jak łączyć pasję z biznesem? Na pewno trzeba się zmobilizowac i działać. Ale z tym nie ma u nas problemu. Każdy z nas jest pracowity, ambitny i ma duże cele. Wydaje mi się, że sporo osób, zwłaszcza na początku tworzenia biznesu, ma duże plany i marzenia, ale... pozostają one planami i marzeniami. Ważne jest działanie. Choćby małymi krokami. Trzeba ustalić priorytety i rozwijać się w tempie, jakie nam pasuje. Ostatnio usłyszałam trafne zdanie, że nie sztuką jest odnieść sukces i się przy tym zupełnie wyeksploatować. My działamy tak, by czerpać z życia radość. Pewnie dałoby się robić więcej, lepiej i szybciej. Zawsze się da. Tylko będzie to kosztem czegoś innego. Czasem, jak mam chwilę wolnego, to wolę spędzić ją z rodziną niż siadać i kończyć stronę www. Być może właśnie dlatego do tej pory nie mamy jej gotowej :) Ale nie jest to priorytet. W końcu pomimo jej braku zleceń mamy sporo.

Artemisja to duet "Eunika i Damian". Czyli razem w życiu i razem w bizesie. Prowadzenie firmy z mężem to przyjemność, czy wyzwanie?

To zależy w jakiej porze dnia (śmiech). A tak naprawdę, to ogromna przyjemność, ale też czasem i wyzwanie. Uwielbiam spędzać czas z Damianem, więc dla mnie prowadzenie firmy z mężem to coś cudownego. Chociaż oczywiście są kwestie, w których musi minąć trochę czasu zanim dojdziemy do wspólnej wersji, jak np. w kwestii prowadzenia fanpage’a. Są treści, które moim zdaniem warto umieścić, a Damian często ma odmienne zdanie. Ale póki co każdorazowo dochodzimy do porozumienia. Tak naprawdę najczęściej się ze sobą zgadzamy – zarówno w życiu, jak i w kwestiach biznesowych.

Jak wygląda Twój dzień?

Nie mam jednolitego planu dnia – moje dni wyglądają bardzo różnie. Wszystko zależy od tego czy i ile mam zamówień na projekty scrapbookingowe. Jeśli mam sporo – czasem (ostatnio nawet często) muszę wstać między 4:30 a 5:00 i popracować przy kartkach, by móc na 8:00 być w pracy. Zwykle tworzę też po powrocie z etatu. Staram się pracować w domu wtedy kiedy Iwo śpi, ale nie zawsze jest to możliwe. Do mojego codziennego planu dnia zaliczam zumbę, którą kocham ❤ Od poniedziałku do piątku – jeśli tylko mogę – chodzę na zumbę, a w weekendy… Cóż, powoli muszę już ruszyć z treningami biegowymi – w końcu już niedługo Run Toruń!

Aktywnie. Zdradzisz, jak łączysz te wszystkie zadania?

Mając wiele na głowie, nauczyłam się robić wszystko efektywnie. Idąc lub jadąc odpowiadam na wiadomości na telefonie. Realizując zamówienia kartkowe omawiam różne sprawy z Damianem, dzwonię do rodziny czy znajomych lub słucham webinarów. Uwielbiam zdobywać nową wiedzę. Najważniejsze to pogodzić się z tym, że nie można robić wszystkiego na raz. Jeśli piszę doktorat – czytam książki do doktoratu, a nie inne. Tego nie przeskoczę. Chcąc regularnie ćwiczyć, siłą rzeczy nie mam czasu na inne aktywności, np. nie prasuję. Na szczęście zaopatrujemy się w ubrania, które nie są w tej kwestii wymagające (śmiech). 

I mimo tak aktywnego trybu życia odnajdujesz czas dla swojej rodziny. Godne podziwu! Zdradź, jak być super mamą w dzisiejszym zabieganym świecie?

Każdy ma inną definicję bycia super mamą. W moich oczach super mama jest przede wszystkim szczęśliwa. A to oznacza, że ma też czas dla siebie i robi rzeczy, którymi się pasjonuje. Wtedy może być dobrą mamą dla swojego dziecka. Kiedy tylko mogę, spędzam czas z rodziną. Tak się składa, że kartki robię w domu, więc nawet kiedy mam coś do wykonania, w międzyczasie staram się porozmawiać z Iwem. Priorytetem jest zawsze on, więc jeśli chce się przytulić – przytulam, jak łapie mnie za rękę i prowadzi bym się z nim pobawiła – robię to. Sama oczywiście też wychodzę z inicjatywą. Czasem, kiedy chcę się poprzytulać, mówi do mnie twardym głosem: „Mama, przeszkadzasz mi!”. Taki wiek :)

Jesteśmy rodzicami pracującymi. Iwo czasem mówi, że on też w przedszkolu ma pracę. Pamiętam, kiedy ktoś zapytał mnie (Iwo wtedy był w żłobku), czy nie jest mi szkoda oddawać dziecko do żłobka. Oczywiście, że nie jest mi szkoda! Dziecko podczas obcowania z rówieśnikami uczy się nawiązywania relacji i zasad panujących w społeczeństwie. Kiedy mogę, spędzamy wspólnie czas, razem się bawimy i wygłupiamy. Wydaje mi się, że Iwo jest z nami szczęśliwy. Z resztą często mówi nam, że nas kocha i że razem jesteśmy drużyną :)



Twój przepis na walkę ze stresem.

Dla mnie stres to dość poważne określenie. Ja się dość mało stresuję, w zasadzie bardzo rzadko – muszę naprawdę mieć coś bardzo ważnego i musi być to coś niepewnego. Codzienne działania, pomimo natłoku obowiązków, nie stresują mnie. Jeśli natomiast znajdę się w sytuacji stresowej – przede wszystkim oceniam, czy mam na tę sytuację wpływ. Jeśli mam – staram się na nią wpłynąć i złagodzić zdenerwowanie. Jeśli nie mam – pozostaje się nie martwić, skoro i tak nic nie mogę z tym zrobić. Możliwe także, że z ciężarem wielu spraw na głowie pomagają mi ćwiczenia fizyczne – po godzinnych wariacjach zumbowych wracam do domu zmęczona, ale szczęśliwa. 

Jakie masz zawodowe plany na 2017 rok? Czego Ci życzyć?


Rok 2017 wydaje się być rokiem wyzwań i zmian. Nowa praca, plany ukończenia pracy doktorskiej, nowy kierunek Artemisji, a być może – założenie nowej firmy (nic więcej nie powiem na tę chwilę!). Tak naprawdę od niedawna jestem w nowej roli – praca w marketingu jest bardzo ekscytująca i absorbująca. Wiele się uczę, ale też wykorzystuję zdobytą już wiedzę. To jest taki moment, w którym powinnam – i chcę – przedefiniować swoje cele na najbliższe lata. Jeszcze niedawno planowałam wprowadzać nowe produkty do Artemisji, zrobić uprawnienia instruktora zumby, zacząć promować biznes w innym kraju. Aktualnie priorytetem w 2017 roku jest mój doktorat. 

Wiem, że cele muszą być ściśle określone i mierzalne, lecz… powiem świadomie, że celem na 2017 rok jest umiejętne pogodzenie wszystkich moich ról. Póki co idzie mi dobrze, choć oczywiście należę do tych osób, które dobę chciałyby nie wydłużyć, a podwoić.


To rzeczywiście wyzwanie. W takim razie życzę Ci trafnych wyborów a Wam obydwojgu, aby Artemisja wkroczyła w tym roku w kolejny etap rozwoju. Powodzenia! 


niedziela, 12 marca 2017

Czy warto inwestować z pośrednikiem nieruchomości?

Korzystać czy nie korzystać z usług pośrednika obrotu nieruchomościami? Ten dylemat towarzyszy każdemu początkującemu inwestorowi. Wielu wychodzi z założenia, że to zbędny koszt, który należy omijać. Jednak czy na pewno? 


Odczarowaniem roli pośrednika w procesie sprzedaży nieruchomości zajęła się Sabina Libera - prezes krajowej delegatury Krajowej Izby Gospodarki Nieruchomościami.



Marcowe spotkanie toruńskiego oddziału Stowarzyszenia Właścicieli Nieruchomości na Wynajem Mieszkanicznik przyniosło dyskusje na temat korzyści, jakie daje współpraca z pośrednikami obrotu nieruchomościami. Nasza prelegentka sama przyznała, że w trakcie swojej wieloletniej obecności w branży (od 2008 r.) spotkała się z różnymi standardami, jeżeli chodzi o obsługę klienta. Jednak, jak twierdzi, kluczem jest ustalenie na samym początku zasad współpracy. Czego więc możemy oczekiwać od naszego pośrednika?

1. Pomoc w przygotowaniu nieruchomości do zbycia. Nie każdy właściciel mieszkania zdaje sobie sprawę, jak istotny jest w trakcie prezentacji potencjalnemu klientowi... porządek. Tak. I nie chodzi tu jedynie o oczywiste uprzątnięcie brudnych ubrań, czy rozrzuconych przez dzieci zabawek. Pośrednik powinien doradzić, jak uporządkować przestrzeń, aby stała się bardziej przyjazna kupującemu. Mowa o home stagingu, który wkracza powoli na nasz polski rynek, zdobywając rzesze zwolenników. Pamiętajmy jednak, że nie każdy pośrednik nam to zagwarantuje. Zanim podpiszemy umowę, lepiej się co do tego upewnić.

2. Opracowanie oferty oraz oszacowanie nieruchomości. Istotnym krokiem na etapie sprzedaży nieruchomości jest przygotowanie oferty. Wprawny pośrednik wie, jak ją sformułować, aby przyciągnąć odpowiedni typ klienta. Część biur nieruchomości oferuje możliwość wykonania rzutu mieszkania, co jak wiadomo pomaga przy podejmowaniu decyzji przez kupującego. Nie zapomnijmy o wspomnianym już home stagingu i sesji zdjęciowej. Ważne, żeby już na poziomie oferty nieruchomość miała szansę "wpaść w oko". Istotne jest też ustalenie ceny. To ona w dużej mierze zadecyduje o zainteresowaniu nieruchomością. Jeżeli będzie za wysoka - odstraszy, jeżeli za niska - możemy stracić na transakcji. Większość właścicieli z pewnością wie, ile chciałby otrzymać za swoje mieszkanie. I słusznie. Jednak po ustaleniu swojej ceny, warto ją skonsultować. 

Pozostaje nam jeszcze publikacja oferty. Pamiętajcie, że to również zadanie pośrednika. Powinien Wam doradzić, jakie kanały dystrybucji wybrać, żeby osiągnąć swój cel.

3. Prezentacja nieruchomości. Większość sprzedawców nalega, aby być obecnym przy pokazywaniu mieszkania potencjalnemu kupującemu. Jednak pośrednicy coraz częściej doradzają, aby pozostawić sprawę im. Wiadomo, że jako właściciele, jesteśmy sentymentalnie związani z tymi czterema kątami. Wizja burzenia ścian czy niepochlebne uwagi na temat naszej aranżacji mogą się nam nie spodobać i w efekcie rzutować na dalsze rozmowy.

4. Monitorowanie stanu prawnego. To najbardziej oczywisty z obowiązków pośredników. Wiemy, że decydując się na współpracę z biurem obrotu nieruchomościami "kupujemy" sobie spokój, jeżeli chodzi o weryfikacją mieszkania pod kątem ewentualnych wad prawnych. Polecam jednak dawkować zaufanie. Warto samemu sprawdzić podstawowe kwestie.

5. Zgromadzenie dokumentów. Kolejna wygoda. Pośrednik przedstawi Wam listę dokumentów i zadba, aby druga strona również dobrze się pod tym kątem przygotowała.

6. Koordynowanie procesów kredytowych. Jeżeli nie macie swojego zaufanego doradcy finansowego, biuro obrotu nieruchomościami na pewno takim dysponuje. Tu jednak zalecam rozwagę i korzystanie ze sprawdzonych wcześniej źródeł.

7. Współpraca ze stronami i notariuszem. Pamiętajcie, że od momentu Waszej decyzji o sprzedaży / zakupie, do samego aktu notarialnego minie jeszcze trochę czasu i będzie sporo do załatwienia. Każda ze stron transakcji ma swoje dokumenty do zdobycia i poszczególne czynności do wykonania. Pośrednik sprawdza się na tym etapie jako łącznik. Dzięki temu, że trzyma rękę na pulsie mamy pewność, że sprawa posuwa się do przodu, bez konieczności indywidualnego kontaktu ze swoim kontrahentem. 

Jak sami widzicie korzyści ze współpracy z pośrednikiem obrotu nieruchomościami może być sporo. Nie wymieniłam wszystkich, bo można jeszcze chociażby wspomnieć o pomocy w negocjacjach. Moim zamiarem było uświadomienie Wam, czego możecie oczekiwać. Jak już pisałam, warto przedyskutować te kwestie od razu, aby być pewnym, że osoba, na którą postawiliśmy, właściwie się nami zaopiekuje. I nie bójcie się umów na wyłączność. Kojarzą nam się negatywnie bo z ograniczeniem swoich możliwości. Jednak prawa taka, że jeżeli postawicie na sprawdzonego pośrednika i podpiszecie z nim taką umowę, to nie będziecie musieli myśleć o alternatywnych środkach. Po prostu Wasza transakcja przebiegnie szybko i sprawnie. Jak zawsze jest to jednak kwestia dogadania się.

Wieczór w Hanza Cafe zakończyły rozmowy w kuluarach. Odniosłam wrażenie, że dzięki prelekcji Sabiny kolejni inwestorzy przekonali się do idei współpracy z pośrednikami. Świadczy o tym chociażby ilość wymienionych wizytówek. Ci, którzy funkcjonują na rynku dłużej, zdają sobie sprawę jak wartościowe są kontakty do profesjonalistów. 


Przecież kto z Was nie byłby gotowy zapłacić za pomoc w znalezieniu idealnej oferty czy "okiełznanie" nieprzychylnego właściciela nieruchomości? Pomagajmy więc sobie wzajemnie, a na pewno wszyscy na tym skorzystają.


Tych, których zainteresował temat inwestowania w nieruchomości, zapraszam na kolejne spotkanie toruńskiego oddziału Stowarzyszenia Mieszkanicznik, które już 4 kwietnia br. Tym razem będziemy mówić o remontach.

Do zobaczenia!


wtorek, 7 marca 2017

5 kobiet, które mnie inspirują

Dzisiaj dzień kobiet, a więc będzie kobieco. Postanowiłam przedstawić Wam pięć wyjątkowych pań, które zajmują ważną rolę w moim życiu - inspirują mnie do działania. Być może ich historie i Was oczarują.



COCO CHANEL



Ta filigranowa kobieta o srogim wyrazie twarzy i uszczypliwym humorze zrewolucjonizowała swoją epokę. Mimo trudnych początków - dzieciństwo bez rodziców, bieda, konieczność zmagania się z nierównością społeczną - miała taką wewnętrzną potrzebę niezależności, że porzuciła konwenanse i pozornie lekkie życie u boku bogacza, stawiając na ciężką pracę i swój rozwój. Kobieta, która na spotkanie towarzyskie potrafiła ubrać się jak mężczyzna. Jej barwna osobowość i konsekwencja zaprocentowały. Dzisiaj nazwisko Chanel przywodzi na myśl szyk, elegancję oraz ponadczasowość. Gabrielle Bonheur Chanel napisała swoim życiem piękną historię, która inspiruje kolejne pokolenia.

Ulubiony cytat: "Utrzymuj wysokimi swoje obcasy, swoją głowę i swoje wartości."

HALINA POŚWIATOWSKA


Żyła krótko choć swoimi emocjami mogłaby obdarować niejednego. Kobieta, która od dzieciństwa zmagała się z ciężką chorobą potrafiła w swoich wierszach nie tylko poruszać ale i bawić. Czym mi zaimponowała? Wolą życia. Tym, że mimo wyroku, jaki wydali na jej serce lekarze, postanowiła walczyć, a nawet wystawić swoje serce na próbę - zakochując się. Jej poezja z tego okresu zachwyca. Mało tego, po śmierci ukochanego męża Halina Poświatowska nie załamała się. Chciała żyć i była ambitna. Po operacji, którą przeszła w USA, postanowiła rozpocząć naukę w prestiżowym college'u. Dodam, że nie znała wtedy prawie w ogóle języka angielskiego. I tu kolejny fenomen - naukę skończyła w trzy lata więc o rok wcześniej niż przewidywał to program nauczania. Jej poezję odkryłam podczas nauki w liceum i po tych kilku zdaniach czuję, że muszę do niej wrócić...

MARTYNA WOJCIECHOWSKA


Silna osobowość, niezwykle ciekawa świata. Prowadzony przez nią cykl "Kobieta na krańcu świata" pozwolił dotrzeć do niesamowitych kobiet rozsianych po różnych kulturach oraz szerokościach geograficznych. Widziałam wszystkie odcinki programu i na każdy czekałam z równą niecierpliwością. Martyna Wojciechowska ujmuje swoją autentycznością. Jej przekaz pełen jest emocji i szacunku dla poznawanych osób. Ponadto jej życie jest dla mnie świadectwem wielkiej odwagi. Wyczyny fizyczne, których dokonała, pokazują że osiąga to, co sobie postanowi. A wszystko z humorem i wrodzonym optymizmem. Zawsze pod ręką trzymam jej książkę "Zapiski (pod) różne". To zbiór krótkich historii, notatek tworzonych w podróży. Idealna lektura, gdy nie ma czasu na czytanie powieści. I tak do poduszki czytam sobie czasem o wyprawie do tajemniczego szamana czy fenomenie japońskich kapciuszków. Polecam!

MAMA I SIOSTRA



Wiem, brzmi sentymentalnie. Ale miało być prawdziwie więc napiszę i o nich. Dwie z najważniejszych osób w moim życiu to z pewnością Mama i Siostra. Pierwsza przez całe życie motywuje mnie do wyznaczania ambitnych celów. Pokazuje, że wytrwałością i pracą można wiele zdziałać. Jedną z istotniejszych prawd, które mi wpoiła jest to, że dobro powraca. Wiem, że warto być empatycznym wobec innych ludzi i wyciągać pomocną dłoń. Nawet do tych, którzy czasem nie potrafią o to poprosić.

A siostra? Jak może imponować młodsza siostra? Taka może. Ala należy do egzemplarzy żądnych wrażeń. Czy to edukacyjnych - aktualnie studiuje czwarty kierunek - czy zawodowych. Najpierw przez sześć lat walczyła o ludzkie życie jako ratownik medyczny, by teraz postawić wszystko na jedną kartę i pójść do wojska. Ktoś z boku mógłby zapytać, co to za wielki wyczyn zmienić zawód w takim wieku. Ale każdy z nas wie, jak trudno jest zrobić ten pierwszy krok, gdy zasiedzieliśmy się w naszym ciepełku pewnej, choć może nie do końca wymarzonej, posady. Wniosek jest jeden: można to zmienić. I warto się na te zmiany decydować. 


Wierzę, że Wy również macie osoby, które inspirują Was do stawania się lepszymi. Pamiętajcie, aby otaczać się nimi i czerpać z ich mądrości. W końcu jesteśmy sumą pięciu najbliższych nam osób. Warto, aby były to te, które nam imponują.

Inspirującego dnia drogie panie!