czwartek, 23 lutego 2017

Krótka historia biologa, króry został grafikiem

Pasjonowała ją biologia. Była szansa, że zostanie naukowcem, jednak przed rozpoczęciem kariery w tej dziedzinie powstrzymała ją nietypowa fobia. Wówczas postawiła na sztuki piękne, by ostatecznie zostać grafikiem i kilka lat później przyjmować zlecenia z Polski, Irlandii czy Królestwa Bahrajnu. 

 

Siedemnaste spotkanie "Z biznesem mi do twarzy" potwierdziło, że artystyczna dusza może z powodzeniem zwojować świat biznesu.


źródło: www.izarysuje.pl


Jak sama przyznaje, początkowo nie miała odwagi założyć własnej firmy. Jeszcze w trakcie studiów na Wydziale Sztuk Pięknych UMK rozpoczęła pracę w agencji reklamowej. Po pięciu latach na etacie, w jej życiu zaszły duże zmiany. To wtedy postanowiła przełamać się i otworzyć swoją działalność. I tym sposobem w marcu 2013 roku powstało Studio Graficzne Izarysuje.

Na pierwszy "sufit" trafiła po dwóch latach. Okazało się, że ilość zleceń przekracza jej możliwości. Potrzebowała wsparcia. Aktualnie przewodzi kilkuosobowemu zespołowi, z którym w niedługim czasie będzie obchodziła czwartą rocznicę powstania firmy. A sama Iza wyzwań się nie boi, bo mimo artystycznego wykształcenia z chęcią poznaje techniczne tajniki swojej branży. Na potrzeby lepszego zrozumienia swoich klientów, nauczyła się nawet oklejać samochody! Prawdziwy człowiek renesansu. 

Biznes rekomendacji

Nie czarujmy się. W branży graficznej zleceń jest sporo, ale równie dużo podmiotów ubiega się o uwagę klienta. Jak więc pozyskać nowe kontrakty przy tak dużej konkurencji na rynku? Iza klientów ma odkąd pamięta. Początkowo byli to znajomi z większymi lub mniejszymi projektami. Później ruszyły rekomendacje i to dzięki nim studio Izy rozwija się w takim tempie. Pytana o swoje mocne strony, bez wahania wskazuje na kontakt z klientem. To dla niej priorytet. Dba również o terminowość projektów. Ma na to swoje tajne sposoby :)  

Ulubione

Ulubiony rodzaj zleceń? W swojej branży Iza ceni sobie ich różnorodność. Nie chce trzymać się kurczowo jednej tematyki. Jak sama twierdzi "ulubione zlecenia to te jeszcze niezrealizowane". Ulubiony etap realizacji zlecenia? Oddanie klientowi do korzystania - gdy projekt zaczyna żyć swoim życiem.

Prowadzi firmę bo...

...lubi. Świadczy o tym fakt, że pytanie, które wymagało od niej dłużej chwili do namysłu, dotyczyło wypoczynku. Cały czas szuka swojego idealnego sposobu na regenerację sił. Jako jeden z nich podała czytanie książek o... projektowaniu graficznym. Tak to jest, gdy człowiek przekuwa swoje hobby w pracę.

A jakie Wy macie pasje? Czy zastanawialiście się jak przełożyć je na biznes? A może już to robicie. Jeżeli tak, to Wam mocno kibicuję! Jeżeli nie - do dzieła!


wtorek, 21 lutego 2017

Razem czy osobno, czyli CZY łączyć strony na Facebooku

O tym, że warto mieć swój fanpage na Facebook'u wie każdy właściciel firmy. Czasem jednak praktyczne wydaje się założenie kilku stron zbliżonych tematycznie. Tu jednak pojawia się ryzyko. W trakcie zarządzania nimi może wkraść się niepożądany chaos. Wówczas jako rozwiązanie pojawia się opcja scalenia fanpage'y. 


Tym razem nie będę Wam wyjaśniała JAK to zrobić. Skupimy się na tym CZY warto.



Opis problemu


Prowadząc kilka fanpage'y dążymy do tego, aby każdy był unikatowy i prezentował najbardziej wartościowe treści. Musimy je więc różnicować. Problem pojawia się w sytuacji, gdy zarządzamy stronami o podobnej tematyce. Wtedy trudniej o różnorodność wpisów. Pojawiają się też dylematy czy duplikować poszczególne z nich. Gdy grupa docelowa jest zbliżona, content przekazywany na jednej ze stron może wpisywać się w konwencję drugiej. Poza tym ogranicza nas czas. Musimy pamiętać, że fanpage'a jest jednym z elementów prowadzenia działalności i nie możemy mu poświęcać całego dnia.

Podsumowując. Jak wynika z mojego doświadczenia, decyzja o połączeniu stron na Facebook'u jest zazwyczaj pokierowana optymalizacją działań.  

Kwestie techniczne

Samo scalanie fanpage'ów nie jest naszym tematem. Jak to zrobić możecie przeczytać tutaj. Zwrócę Wam tylko uwagę, jakie warunki muszą być spełnione, aby w ogóle połączenie było możliwe.

1. wspólny administrator obydwu stron
2. nazwy i treści zamieszczane na stronach są podobne
3. adres zameldowania (jeżeli istnieje) jest ten sam 

Facebook informuje nas, że osoby, które lubią zdublowaną stronę, zostaną powiadomione o połączeniu. Może to potrwać kilka dni. Ale co ważniejsze "Strona, która nie zostanie zachowana, zostanie usunięta z serwisu Facebook, a cofnięcie połączenia stron będzie niemożliwe." (Centrum Pomocy Facebook'a)

Konsekwencje połączenia

Zanim podejmiemy więc ostateczną decyzję, przeanalizujmy jakie konsekwencje niesie za sobą łączenie stron.



Ad. A
Scalenie polubień jest naturalną konsekwencją połączenia. W zasadzie na tym właśnie nam zależy. Chcemy aby fani z jednej i drugiej strony zostali zgromadzeni w jednym miejscu. Dzięki temu możemy się z nimi wygodniej komunikować, bez konieczności powielania treści.

Ad. B
Scalenie zameldowania dotyczy jedynie stron, na których ujawniamy nasz adres. Zrozumiałe, że aby dokonać połączenia te dane muszą być zgodne. Nic nie tracimy, a porządkujemy.

Ad. C
I tu pojawia się pierwsza niedogodność. Ze strony dołączającej usunięta zostanie cała treść, tj. wszystkie posty, zdjęcia, komentarze, itp. Oczywiście Facebook na osłodzenie, daje nam podpowiedź, jak pobrać kopię strony przed jej usunięciem (tutaj). Jednak nie zmienia to faktu, że dotychczasowy content nie będzie już dostępny dla naszych fanów.

Ad. D
Oprócz opublikowanej dotychczas treści, w przypadku łączenia musimy się również pożegnać z nazwą dołączanej strony. Traktuję to jako minus, ponieważ nie będziemy mogli już do niej wrócić. Jednak w przypadku, gdy nazwy stron są łudząco podobne i różnią się jedynie jednym słowem, prawdopodobnie ta zmiana nie będzie dla właściciela rażąca.

Ad. E
Podjęcie decyzji o połączeniu stron jest nieodwracalne. No właśnie. Gdy już rozpoczniemy ten proces, nie wrócimy do punktu wyjścia. Dlatego decyzję trzeba podjąć w pełni świadomie.

Alternatywa?

Jak się domyślacie, poruszam ten temat, ponieważ sama stanęłam przed wyborem - łączyć czy nie łączyć. W moim przypadku sprawa nie była taka prosta. Strony, które potencjalnie chciałam połączyć różniły się w moim przekonaniu swoim zakresem i miałam problem, żeby z jednej całkowicie rezygnować tracąc jej zawartość. A dodam, że ilość polubień była podobna więc moja decyzja była bardziej pokierowana wygodą zarządzania, niż chęcią podbicia liczby fanów. Postawiłam więc na inne rozwiązanie. Skorzystałam z opcji "Cofnij publikację strony". Znajdziecie ją w Ustawieniach swojej strony (punkt drugi "Widoczność strony"). Efekt? Treści i nazwa zachowane, a strona jest niewidoczna. Nie można jej wyszukać i na nią wchodzić. Daje to furtkę, że gdy zmienię zdanie i będę chciała zacząć rozwijać nieopublikowango teraz fanpage'a, zawsze mogę go opublikować ponownie. A póki co zamierzam skupić się na stronie, którą uznałam za wiodącą.

Powodzenia w podejmowaniu Waszych decyzji!


środa, 8 lutego 2017

Sztuka wyboru, czyli zarządzanie zadaniami

Żyjemy w zabieganym świecie. Często ilość zadań, które przed sobą stawiamy niebezpiecznie przekracza poziom wykonalności. Co jednak, gdy czas mamy ograniczony? Musimy wybierać. 







Dzisiaj pokażę Wam, jak za pomocą kilku prostych kroków zweryfikować swoją listę obowiązków na tyle, by stała się realna do realizacji.

 









1. Role życiowe

Ustalcie, jakie role życiowe pełnicie. W moim przypadku są to (alfabetycznie): bizneswoman, bloger, córka / siostra, mama, z-ca lidera Stowarzyszenia Mieszkanicznik, przyjaciółka, żona. Gdy wypiszecie swoje role, ustawcie je od najważniejszych do tych, które są dla Was mniej istotne.

2. Zadania obowiązkowe

Wypiszcie zadania, które musicie wykonać w tym tygodniu. W moim przypadku planowanie tygodniowe zdaje egzamin, natomiast jeżeli wolicie wybrać rozliczenie miesięczne - to Wasz wybór. Teraz przyporządkujcie zadaniom poszczególne role. W ten sposób możecie w prosty sposób odrzucić obowiązki, które muszą poczekać z uwagi na inne priorytety. Przykładowo jeżeli mam zadania "zajęcia muzyczne z dzieckiem" oraz "napisanie posta na bloga", z uwagi na ograniczony czas, wybieram to pierwsze. Ponieważ rola mamy jest dla mnie istotniejsza od blogera. Chyba, że uda mi się przekonać tatę, ale o tym za chwilę :)

3. Kto może pomóc?

Gdy wypiszę już wszystkie zadania, zawsze się zastanawiam czy muszę je wykonać samodzielnie. Dlaczego? Ponieważ nie jestem specjalistką w każdej dziedzinie. Jeżeli mam do wykonania zadanie a wiem, że są ludzie, którzy mają w tym temacie większą wiedzę - nie boję się poprosić o pomoc lub radę. Tak, naprawdę często korzystam z dobrodziejstwa networkingu i Wam też to polecam (kilka słów o networkingu możecie przeczytać tutaj). Także wracając do przykładu przywołanego powyżej - jeżeli poproszę męża o zajęcie się córką, mam czas na pisanie :)

4. Plan dnia

Jestem uzależniona od planowania i nie boję się tego przyznać. Planuję od zawsze. Należę do ludzi, którzy prezenty świąteczne mają kupione we wrześniu. Oczywiście im więcej zadań tym większą mam satysfakcję, jeżeli realizuję je w 100%. Jak wspominała Anita Kowalska w swojej grudniowej wypowiedzi (tutaj) 1 minuta planowania zaoszczędza aż 10 minut pracy. Spiszcie więc wieczorem, które zadania wykonacie następnego dnia, w jakiej kolejności i dodajcie przedział czasowy np. do godz. 12 lub 16. Dzięki temu od rana będziecie wiedzieli co i kiedy robić.

5. Zjedz tę żabę

Kto czytał książkę Briana Tracy pod tym tytułem ten wie, że najtłustsze ropuchy - czyli najtrudniejsze zadania - najlepiej smakują o poranku. Gdy przełamiecie się i przebrniecie przez najbardziej karkołomny Waszym zdaniem punkt dnia, reszta obowiązków wyda Wam się dziecinnie prosta. Tym samym wykonacie je szybko i sprawnie, co dodatkowo poprawi Wam samopoczucie. I efektywność.

Tyle. Pięć kroków. Przetestujcie, a być może okaże się, że niespodziewanie zyskacie trochę czasu. Trzymam kciuki!