czwartek, 13 października 2016

Przychodzi mama do logopedy...

Rodzicielskich dylematów ciąg dalszy. Po rozwianiu wątpliwości dotyczących rozwoju fizycznego naszej pociechy, czas na mowę. Każda mama czeka z niecierpliwością na usłyszenie tego wyczekiwanego słowa. Pierwsze "mama" budzi wiele emocji. Jednak nie każdy z nas wie, czy i w jaki możemy wspierać nasze dzieci w tej dziedzinie.


Czy czytać dziecku książki? Czy poprawiać, gdy przekręca słowa? A wreszcie - czy podawać dziecku smoczek...? Na te, i wiele innych pytań, odpowie nam Katarzyna Kokoszka-Wrycza - logopeda i neurologopeda z 5-letnią praktyką.




Kiedy dzieci zaczynają mówić? Czy są jakieś ramy czasowe, kiedy możemy się spodziewać pierwszych słów?


Rozwój mowy przebiega etapowo i oczywiście ma swoje ramy. Jednak każde dziecko jest inne i należy pamiętać, że ramy te są umowne. Dają jedynie jakiś wzór, standard. Po pierwsze rozdzielmy pojęcie mowy od komunikowania się. Maluszki komunikują się z nami od urodzenia - poprzez płacz, krzyki, piski, mimikę, itp. Każda mama po pewnym czasie może rozpoznać, co maluszek chce jej zakomunikować. Od ok 3. miesiąca życia pojawia się tzw. głużenie, czyli dźwięki przypominające gruchanie. Następnie między 4. a 6. miesiącem życia mamy gaworzenie, czyli proste sylaby i dźwięki własne oraz te zasłyszane z otoczenia. Pierwsze słowa usłyszymy ok. 1. roku życia, a potem jest już z górki. Właśnie ten etap nazwałabym „mową” taką, jaką my się posługujemy, czyli werbalną. Oczywiście wcześniejsze etapy są bardzo ważne. Nie ma możliwości, żeby dziecko któryś z nich przeskoczyło. Wszystko jest ze sobą ściśle powiązane oraz połączone z rozwojem motorycznym i emocjonalnym. 

W jaki sposób wspomagać rozwój mowy u dzieci od narodzin do 3 roku życia?


Dziecko uczy się mowy słuchając  rodziców, dziadków, rodzeństwa i osób, z którymi przebywa. Najlepszą metodą na wspomaganie rozwoju mowy dzieci jest nasza mowa kierowana do nich. Moje motto brzmi: „mówić, mówić i jeszcze raz mówić”. Warto być gadułą. Niemowlęta uwielbiają zabawy głosem, dlatego mówmy do nich praktycznie cały czas - gdy je przebieramy, kąpiemy, przygotowujemy posiłek. Wyjątkiem jest jedzenie. Wówczas dziecko ma się skupić wyłącznie na jedzeniu. Nie zapominajmy o śpiewaniu. Moim zdaniem śpiew jest lekiem na całe zło. Dzieci nie zwracają uwagi na to, że fałszujemy, że zapomnieliśmy słów, albo że nie dobraliśmy odpowiedniego rymu. Maluszki bardzo lubią intonację, melodię i barwę głosu. Puszczanie muzyki z radia (nie tylko piosenek dla dzieci) też wspomaga rozwój mowy. Jednak głos ludzki jest nieocenionym narzędziem. Niemowlęta bardzo lubią obserwować nasze usta, dlatego mówiąc do nich patrzmy na nie. Z czasem zauważymy, że próbują naśladować ruchy naszych warg. 

W sklepach możemy trafić na książeczki czy karty z obrazkami kontrastowymi - to również bardzo dobre narzędzie do stymulacji wzroku i mowy u niemowląt. Dzieci na wczesnym etapie widzą głównie czarno-białe barwy oraz kolor czerwony. Dodatkowo warto oczywiście dzieciom czytać. Zarówno maluszkom jak i tym starszym. Bajki, opowiadania, wiersze są interesujące dla tych mniejszych ze względu na rytmikę wypowiedzi. Nasz głos jest wówczas spokojny, a to dzieci uwielbiają. W przypadku starszych pociech czytanie pobudza wyobraźnię, a co za tym idzie - mowę. Ponad to skłania dzieci do zadawania pytań. Przy stosowaniu tych wszystkich elementów warto  pamiętać o jednym - co za dużo to nie zdrowo. Dzisiejszy świat i tak jest pełen bodźców. Jeśli zaobserwujemy, że nasze dzieci mają zwyczajnie dość, to odpuśćmy. Mówienie ma być dla nich przyjemną czynnością, a nie kojarzyć się ze żmudnymi ćwiczeniami.

Co ze sposobem, w jaki zwracamy się do niemowlaków? Czy "guganie" jest prawidłowe? Czy powinniśmy mówić do małych dzieci normalnymi słowami, nie zdrabniając?


To jak mówimy do niemowlaków ma ogromne znaczenie. Tzw. zdrabnianie i pieszczenie się jest tym z czym najbardziej walczę i jest nr 1 na mojej „czarnej liście”. Mówmy do dzieci normalnie, bo dzieci uczą się mowy od nas. Oczywiście wszystko ma swoje granice. Zdrabnianie typu „książeczka, serduszko, słoneczko” jest jak najbardziej wskazane, ale np. „książeczulka, serduniunio, słoneczniunio” to raczej przesada ;)


Kiedy małomówność naszych dzieci powinna zacząć nas niepokoić?


Tak jak wcześniej wspomniałam istnieje pewien standard, który daje nam wskazówki. Głużenie występuje zawsze, natomiast brak gaworzenia jest już sygnałem do wzmożonej obserwacji. Jeśli nasze dzieci nie odwracają głowy do źródła dźwięku, nie reagują, nie uśmiechają się, gdy są zagadywane i nie wypowiadają prostych sylab - należałoby to skonsultować. Nie ma powodów, aby od razu wpadać w panikę. Każde dziecko jest inne. Literatura mówi, że 18-miesięczne dziecko powinno operować ok. 60-100 słowami, natomiast między 2. a 3. rokiem życia zasób słów wzrasta aż do 800-1000. W mojej praktyce nie trzymam się tak sztywno tych liczb, jednak terapią obejmuję dzieci pomiędzy 1. a 2. rokiem życia, które posługują się np. tylko łańcuchem sylab. Na tym etapie już powinny być słowa. Głównie rzeczowniki i czasowniki np. mama, tata, baba, daj itp. W okresie między 2. a 3. rokiem życia nasz maluszek powinien używać praktycznie wszystkich części mowy i łączyć je w proste zdania, np. „mama daj”, „nie chcę”. 


Czy poprawiać dziecko, gdy wypowiada jakieś słowa niepoprawnie? 


Poprawiać, ale niezbyt natarczywie i intensywnie, gdyż porażka zniechęca. Niekiedy lepiej ignorować, lecz to zależy do sytuacji w jakiej się znajdziemy. Przykładowo kiedy zdarzenie jest stresujące dla dziecka, wtedy nie poprawiajmy go, bo może to wywołać odwrotny skutek. Spróbujmy wszystko traktować jako zabawę, czasami żart. Jednak uważam, że to my, rodzicie powinniśmy przede wszystkim dbać o jakość własnej wypowiedzi, dając wzór naszym dzieciom.

Na deser zostawiłam pytanie, które zadaje sobie chyba każdy młody rodzic - czy podawać dziecku smoczek? Wielu z nas, w obawie przed problemami logopedycznymi i ortodontycznymi, rezygnuje całkowicie z tego rodzaju "uspokajaczy". Czy słusznie?


Zdania logopedów w tej kwestii są podzielone. Osobiście należę do tych, którzy są zwolennikami smoczka, ale odpowiedniego - dynamicznego, czyli takiego, który mobilizuje całą buzię do pracy. Owszem, smoczek może być przyczyną późniejszych wad zgryzu i wad wymowy, ale wtedy gdy jest używany za długo. Dla mnie górną granicą jest pierwszy rok życia. Smoczek nie bez przyczyny nazywany jest uspokajaczem, bo to jest jego główna funkcja, ale także wspomaga odruch ssania. Wiemy dobrze, że odruch ten jest niezbędny do życia noworodkom i niemowlakom. Jednak po pierwszym roku życia dzieci jedzą tak jak my, czyli nie potrzebują już funkcji ssania, a to właśnie przetrwały odruch ssania powoduje wady wymowy. 


Czuję się uspokojona. Mam nadzieję, że nasi czytelnicy również. Dziękujemy Kasi za poświęcony czas i życzymy kolejnych sukcesów w odczarowywaniu mowy swoich podopiecznych. 


A my, rodzice - do czytania książek! 

Ku edukacji i rozwojowi naszych Maluchów! 




KATARZYNA KOKOSZKA-WRYCZA 

Logopeda i neurologopeda z pięcioletnim stażem. Doświadczenie zdobywa w pracy z dziećmi niepełnosprawnymi w Ośrodku Rehabilitacji w Świeciu. Od 2014 r. prowadzi prywatną działalność oferując usługi mobilne, czyli terapię w domu pacjenta. W swojej pracy wykorzystuje liczne metody m. in. masaż logopedyczny, elementy terapii behawioralnej, metodę werbo-tolaną, elementy metody krakowskiej, profilaktykę logopedyczną u niemowląt.

Prywatnie mama 3,5 miesięcznej Zosi, która jest dla niej najlepszym źródłem inspiracji ;)

2 komentarze: