czwartek, 27 października 2016

Nauka pisania kryminałów, czyli nietypowy pomysł na biznes

Czy można rozpocząć biznes bez szczegółowej znajomości dziedziny, w którą zamierza się inwestować? Tak. Czy warto kontynuować przedsięwzięcie, które podczas pierwszych prób przejawia się zerowym zaintreresowanym klientów? Tak. I wreszcie - czy można oprzeć swój biznesplan na warsztatach z pisania powieści? Tak. 


O tym oraz o trudach i przyjemnościach stawiania pierwszych kroków w biznesie rozmawialiśmy w środę - 26 października 2016 r. - z Magdaleną Kostrzewską, właścicielką firmy Maszyna do pisania.


źródło: www.maszynadopisania.pl

Październikowe spotkanie "Z biznesem mi do twarzy" cieszyło się dużym zainteresowaniem. Ponad 70 osób przybyło, aby posłuchać hisorii pierwszej bohaterki cyklu 2016/2017. Co ciekawe, nie zabrakło również reprezentacji mężczyzn, którzy czynnie włączyli się do dyskusji zadając pytania. 


zdj. Monika Ciaolo, www.studiotutto,pl

Rozmowa Asi Cieślak-Ospalskiej z Magdaleną Kostrzewską poruszyła wiele aspektów z życia zawodowego naszej bohaterki. Było m.in. o tym, jak rozpoczynała swoją pierwszą pracę w trakcie studiów, czym się kierowała szukając zatrudnienia i co doprowadziło ją do decyzji o prowadzeniu firmy Maszyna do pisania. Jak się okazało, jest przykładem na to, że można rozpocząć biznes bez wcześniejszej znajomości branży. Magdalena przekonywała nas, że umiejętności przychodzą z czasem, a samą pewność siebie budujemy właśnie dzięki temu, że działamy na własną rękę. 

Padło też kilka rad kierowanych do osób, które zamierzają realizować swoje plany związane z otwieraniem własnej firmy. Trzy z nich zapamiętałam szczególnie:


"Otaczaj się ludźmi, którzy w Ciebie wierzą."


"Nie bój się słowa "nie" - usłyszysz je wielokrotnie ale nie powinno to zmienić kierunku Twojego działania."


"Zacznij spełniać swoje marzenia, bo inaczej ktoś inny zatrudni Ciebie do realizacji swoich."


Myślę, że nie tylko ja wyszłam z tego spotkania z poczuciem, że mogłabym napisać książkę :) To jeden z wniosków. Jednak ważniejszym było uświadomienie sobie, że niezależnie od branży, którą sobie wybierzemy jako centrum działania, zawsze będziemy mieć wątpliwości, czy jesteśmy wystarczająco dobrzy, aby zacząć. Czasem jednak lepiej iść po prostu na żywioł. 

Tak jak Magdalena Kostrzewska.

Tego mnie nauczyło dzisiejsze spotkanie.
Kolejne "Z biznesem mi do twarzy" już 30 listopada. Odliczanie rozpoczęte!

Do zobaczenia!

niedziela, 16 października 2016

Czas na refleksję

A więc stuknął nam rok. Rok poszukiwań, rozmów, spotkań. Ale też rok edukacji, rok dużych zmian. Czas na podsumowanie naszych działań i zapowiedź tego, co przed nami...




Zmiany, zmiany... Ostatni rok był zdecydowanie przebojowy. Poznałyśmy wielu młodych zdolnych ludzi, których historie nas zachwyciły. Część z nich podzieliło się z nami swoją wiedzą, co zaowocowało artykułami. Część spotkań zachęciła mnie do działania, a część popchnęła do lektury książek, których recenzje już wkrótce. Dodatkowo zarówno w moim jak i Kasi życiu sporo się zmieniło. Przede wszystkim rodzinnie - obydwie zostałyśmy mamami. Przybyło nam więc powodów do radości ale i obowiązków. Kolejną wielką zmianą był fakt, że Kasia opuściła zespół TO NAS INSPIRUJE, pozostawiając blog pod moją opieką. Żałuję strasznie, bo od zawsze uważam, że działanie w zespole bardziej motywuje, ale szanuję jej decyzję. Mam nadzieję, że nie odczujecie mocno naszych organizacyjnych zmian i materiały, które przygotuję będą dla Was równie inspirujące.

Przed nami kolejny rok wyzwań więc trzymajcie kciuki za moje biznesowe odkrycia. Będą rozmowy z nowopoznanymi przedsiębiorcami, recenzje książek, które mogą Wam pomóc w rozwoju osobistym oraz wspieraniu wizerunku firmy, a także moje przedsiębiorcze spostrzeżenia. Mam nadzieję, że poczujecie się zainspirowani!

Udanego poniedziałku!

czwartek, 13 października 2016

Przychodzi mama do logopedy...

Rodzicielskich dylematów ciąg dalszy. Po rozwianiu wątpliwości dotyczących rozwoju fizycznego naszej pociechy, czas na mowę. Każda mama czeka z niecierpliwością na usłyszenie tego wyczekiwanego słowa. Pierwsze "mama" budzi wiele emocji. Jednak nie każdy z nas wie, czy i w jaki możemy wspierać nasze dzieci w tej dziedzinie.


Czy czytać dziecku książki? Czy poprawiać, gdy przekręca słowa? A wreszcie - czy podawać dziecku smoczek...? Na te, i wiele innych pytań, odpowie nam Katarzyna Kokoszka-Wrycza - logopeda i neurologopeda z 5-letnią praktyką.




Kiedy dzieci zaczynają mówić? Czy są jakieś ramy czasowe, kiedy możemy się spodziewać pierwszych słów?


Rozwój mowy przebiega etapowo i oczywiście ma swoje ramy. Jednak każde dziecko jest inne i należy pamiętać, że ramy te są umowne. Dają jedynie jakiś wzór, standard. Po pierwsze rozdzielmy pojęcie mowy od komunikowania się. Maluszki komunikują się z nami od urodzenia - poprzez płacz, krzyki, piski, mimikę, itp. Każda mama po pewnym czasie może rozpoznać, co maluszek chce jej zakomunikować. Od ok 3. miesiąca życia pojawia się tzw. głużenie, czyli dźwięki przypominające gruchanie. Następnie między 4. a 6. miesiącem życia mamy gaworzenie, czyli proste sylaby i dźwięki własne oraz te zasłyszane z otoczenia. Pierwsze słowa usłyszymy ok. 1. roku życia, a potem jest już z górki. Właśnie ten etap nazwałabym „mową” taką, jaką my się posługujemy, czyli werbalną. Oczywiście wcześniejsze etapy są bardzo ważne. Nie ma możliwości, żeby dziecko któryś z nich przeskoczyło. Wszystko jest ze sobą ściśle powiązane oraz połączone z rozwojem motorycznym i emocjonalnym. 

W jaki sposób wspomagać rozwój mowy u dzieci od narodzin do 3 roku życia?


Dziecko uczy się mowy słuchając  rodziców, dziadków, rodzeństwa i osób, z którymi przebywa. Najlepszą metodą na wspomaganie rozwoju mowy dzieci jest nasza mowa kierowana do nich. Moje motto brzmi: „mówić, mówić i jeszcze raz mówić”. Warto być gadułą. Niemowlęta uwielbiają zabawy głosem, dlatego mówmy do nich praktycznie cały czas - gdy je przebieramy, kąpiemy, przygotowujemy posiłek. Wyjątkiem jest jedzenie. Wówczas dziecko ma się skupić wyłącznie na jedzeniu. Nie zapominajmy o śpiewaniu. Moim zdaniem śpiew jest lekiem na całe zło. Dzieci nie zwracają uwagi na to, że fałszujemy, że zapomnieliśmy słów, albo że nie dobraliśmy odpowiedniego rymu. Maluszki bardzo lubią intonację, melodię i barwę głosu. Puszczanie muzyki z radia (nie tylko piosenek dla dzieci) też wspomaga rozwój mowy. Jednak głos ludzki jest nieocenionym narzędziem. Niemowlęta bardzo lubią obserwować nasze usta, dlatego mówiąc do nich patrzmy na nie. Z czasem zauważymy, że próbują naśladować ruchy naszych warg. 

W sklepach możemy trafić na książeczki czy karty z obrazkami kontrastowymi - to również bardzo dobre narzędzie do stymulacji wzroku i mowy u niemowląt. Dzieci na wczesnym etapie widzą głównie czarno-białe barwy oraz kolor czerwony. Dodatkowo warto oczywiście dzieciom czytać. Zarówno maluszkom jak i tym starszym. Bajki, opowiadania, wiersze są interesujące dla tych mniejszych ze względu na rytmikę wypowiedzi. Nasz głos jest wówczas spokojny, a to dzieci uwielbiają. W przypadku starszych pociech czytanie pobudza wyobraźnię, a co za tym idzie - mowę. Ponad to skłania dzieci do zadawania pytań. Przy stosowaniu tych wszystkich elementów warto  pamiętać o jednym - co za dużo to nie zdrowo. Dzisiejszy świat i tak jest pełen bodźców. Jeśli zaobserwujemy, że nasze dzieci mają zwyczajnie dość, to odpuśćmy. Mówienie ma być dla nich przyjemną czynnością, a nie kojarzyć się ze żmudnymi ćwiczeniami.

Co ze sposobem, w jaki zwracamy się do niemowlaków? Czy "guganie" jest prawidłowe? Czy powinniśmy mówić do małych dzieci normalnymi słowami, nie zdrabniając?


To jak mówimy do niemowlaków ma ogromne znaczenie. Tzw. zdrabnianie i pieszczenie się jest tym z czym najbardziej walczę i jest nr 1 na mojej „czarnej liście”. Mówmy do dzieci normalnie, bo dzieci uczą się mowy od nas. Oczywiście wszystko ma swoje granice. Zdrabnianie typu „książeczka, serduszko, słoneczko” jest jak najbardziej wskazane, ale np. „książeczulka, serduniunio, słoneczniunio” to raczej przesada ;)


Kiedy małomówność naszych dzieci powinna zacząć nas niepokoić?


Tak jak wcześniej wspomniałam istnieje pewien standard, który daje nam wskazówki. Głużenie występuje zawsze, natomiast brak gaworzenia jest już sygnałem do wzmożonej obserwacji. Jeśli nasze dzieci nie odwracają głowy do źródła dźwięku, nie reagują, nie uśmiechają się, gdy są zagadywane i nie wypowiadają prostych sylab - należałoby to skonsultować. Nie ma powodów, aby od razu wpadać w panikę. Każde dziecko jest inne. Literatura mówi, że 18-miesięczne dziecko powinno operować ok. 60-100 słowami, natomiast między 2. a 3. rokiem życia zasób słów wzrasta aż do 800-1000. W mojej praktyce nie trzymam się tak sztywno tych liczb, jednak terapią obejmuję dzieci pomiędzy 1. a 2. rokiem życia, które posługują się np. tylko łańcuchem sylab. Na tym etapie już powinny być słowa. Głównie rzeczowniki i czasowniki np. mama, tata, baba, daj itp. W okresie między 2. a 3. rokiem życia nasz maluszek powinien używać praktycznie wszystkich części mowy i łączyć je w proste zdania, np. „mama daj”, „nie chcę”. 


Czy poprawiać dziecko, gdy wypowiada jakieś słowa niepoprawnie? 


Poprawiać, ale niezbyt natarczywie i intensywnie, gdyż porażka zniechęca. Niekiedy lepiej ignorować, lecz to zależy do sytuacji w jakiej się znajdziemy. Przykładowo kiedy zdarzenie jest stresujące dla dziecka, wtedy nie poprawiajmy go, bo może to wywołać odwrotny skutek. Spróbujmy wszystko traktować jako zabawę, czasami żart. Jednak uważam, że to my, rodzicie powinniśmy przede wszystkim dbać o jakość własnej wypowiedzi, dając wzór naszym dzieciom.

Na deser zostawiłam pytanie, które zadaje sobie chyba każdy młody rodzic - czy podawać dziecku smoczek? Wielu z nas, w obawie przed problemami logopedycznymi i ortodontycznymi, rezygnuje całkowicie z tego rodzaju "uspokajaczy". Czy słusznie?


Zdania logopedów w tej kwestii są podzielone. Osobiście należę do tych, którzy są zwolennikami smoczka, ale odpowiedniego - dynamicznego, czyli takiego, który mobilizuje całą buzię do pracy. Owszem, smoczek może być przyczyną późniejszych wad zgryzu i wad wymowy, ale wtedy gdy jest używany za długo. Dla mnie górną granicą jest pierwszy rok życia. Smoczek nie bez przyczyny nazywany jest uspokajaczem, bo to jest jego główna funkcja, ale także wspomaga odruch ssania. Wiemy dobrze, że odruch ten jest niezbędny do życia noworodkom i niemowlakom. Jednak po pierwszym roku życia dzieci jedzą tak jak my, czyli nie potrzebują już funkcji ssania, a to właśnie przetrwały odruch ssania powoduje wady wymowy. 


Czuję się uspokojona. Mam nadzieję, że nasi czytelnicy również. Dziękujemy Kasi za poświęcony czas i życzymy kolejnych sukcesów w odczarowywaniu mowy swoich podopiecznych. 


A my, rodzice - do czytania książek! 

Ku edukacji i rozwojowi naszych Maluchów! 




KATARZYNA KOKOSZKA-WRYCZA 

Logopeda i neurologopeda z pięcioletnim stażem. Doświadczenie zdobywa w pracy z dziećmi niepełnosprawnymi w Ośrodku Rehabilitacji w Świeciu. Od 2014 r. prowadzi prywatną działalność oferując usługi mobilne, czyli terapię w domu pacjenta. W swojej pracy wykorzystuje liczne metody m. in. masaż logopedyczny, elementy terapii behawioralnej, metodę werbo-tolaną, elementy metody krakowskiej, profilaktykę logopedyczną u niemowląt.

Prywatnie mama 3,5 miesięcznej Zosi, która jest dla niej najlepszym źródłem inspiracji ;)

wtorek, 11 października 2016

Sto lat, sto lat...

To już rok! Trudno uwierzyć, ale dokładnie rok temu - 11 października 2015 roku - pierwszy raz kliknęłam na blogu przycisk "opublikuj"! 


Co się przez ten rok wydarzyło? 

Jakie nastąpiły zmiany? 

Jakie mamy pomysły i w którym kierunku chcemy iść...? 


O TYM JUŻ WKRÓTCE! 

Zdj. www.sheknows.com (RuthBlack/iStock/360/Getty)

Dziś świętujemy 365 dni wytrwałości :)


Słodkiego dnia!

niedziela, 2 października 2016

LinkedIn - czy warto?

Ten portal "chodził za mną" od kilku lat. Przekonana, że kolejna wizytówka w Internecie nie jest mi potrzebna, konsekwentnie go omijałam. Teraz wiem, że po prostu nikt nigdy nie potrafił mi przedstawić realnych korzyści z funkcjonowania w tej społeczności. 




Garść faktów


LinkedIn jest portalem społecznościowym zrzeszającym grono ponad 433 milionów użytkowników z 200 krajów i terytoriów na całym świecie (źródło: https://www.linkedin.com/about-us?_l=pl_PL). Dzięki niemu profesjonaliści z różnych branż mają okazję nawiązać ze sobą kontakt lub podtrzymać już istniejącą znajomość zawodową. Oprócz tego na portalu pojawiają się oferty pracy, artykuły i różnego rodzaju materiały branżowe. Pomysł na LinkedIn zrodził się w głowie Jeffa Weinera w 2002 r., natomiast sam projekt wystartował rok później, 5 maja 2003 r. Od 2012 r. funkcjonuje w języku polskim. 

Dlaczego warto?


O tym, że portal jest wartościowy, przekonały mnie argumenty Beaty Kapcewicz opisane w książce "Networking w karierze". Autorka poświęciła sporo miejsca na uświadomienie czytelnikowi, jaki potencjał drzemie w sieci kontaktów zgromadzonej w ramach LinkedIn. Powołuje się na doświadczenia swoich klientów, którzy wskazują, że dzięki portalowi:

- "Gromadzą w jednym miejscu wszystkie kontakty.

- Monitorują ścieżki zawodowe swoich klientów, znajomych i partnerów biznesowych, ponieważ mogą zobaczyć każdą zmianę poczynioną przez kogoś z sieci. Dzięki temu wiedz, co się dzieje w życiu zawodowym tych osób, i mogą być z nimi w kontakcie.

- Wyszukują ludzi na konkretnych stanowiskach w konkretnych firmach i zapraszają ich do sieci kontaktów.

- Wyszukują headhunterów, którzy są obecni w sieci, zapraszają ich do kontaktów i przedstawiają im swój profil zawodowy, jeśli akurat szukają pracy.

- Dostają zapytania od headhunterów, którzy sami ich znajdują. Rekruter na LinkedIn szuka osób, które mogą pasować do pożądanego profilu.

- Budują osobistą markę poprzez umieszczanie artykułów i postów, udział w dyskusjach na forach oraz dzielenie się wiedzą.

- Należą do grona profesjonalistów w danej branży i mogą na bieżąco śledzić nowinki.

- Mają dostęp do wiedzy dzięki artykułom i dyskusjom.

- Śledzą działania firm, rekruterów i pracodawców, którzy mają profile na LinkedIn, dzięki aplikacji Follow.

- Otrzymują rekomendacje oraz polecenia (endorsements) i dzielą się z nimi, dzięki czemu budują swoją wiarygodność i markę.".

No i przekonała mnie. Spróbuję. Także aktualnie (z siecią 2 kontaktów :) zaczynam moją przygodę z LinkedIn. Zamierzam zweryfikować, czy rekomendacje opisane w książce rzeczywiście są wartościowe. Was również do tego zachęcam.


Miłej niedzieli!