poniedziałek, 12 września 2016

Mamo, Tato JA SAM !

Młody rodzic nie ma lekkiego życia. Oprócz fali nieznanych nam emocji i uczuć związanych z przyjściem na świat naszego ukochanego dziecka, pojawiają się wątpliwości z każdego niemalże zakresu życia tej małej istoty. Większość mam czeka z niecierpliwością każdej wizyty u pediatry, żeby potwierdzić czy dziecko rozwija się prawidłowo. Namiętnie rozczytujemy się również w rozmaitych poradnikach. Oprócz książek swoje "trzy grosze" dorzucają oczywiście bardziej doświadczeni rodzice. Czyli zazwyczaj rodzina i znajomi. Młodemu rodzicowi trudno się więc poruszać w tym gąszczu informacji. Czasem najlepiej po prostu zapytać specjalistę.  


O tym, co jest ważne w rozwoju najmłodszych i jak nie dać się wciągnąć w gadżetowe szaleństwo porozmawiajmy z Jolantą Łańską, fizjoterapeutką z Bydgoszczy specjalizującą się w pracy z niemowlętami i małymi dziećmi.



Za nami Twoje pierwsze uświadamiające spotkanie z rodzicami. Skąd wziął się pomysł rozpowszechniania wśród młodych rodziców wiedzy na temat podstawowych błędów w pielęgnacji małych dzieci?

Szerzenie takiej wiedzy to po pierwsze element mojej pracy. Staram się zawsze uświadomić rodziców moich małych pacjentów, że prawidłowa pielęgnacja jest niezbędnym elementem terapii. Stosując się do zaleceń, czyli np. zmieniając sposób noszenia dziecka lub na nowo organizując dziecku otoczenie, a tym samym rodzaj aktywności w ciągu dnia, są w stanie znacząco przyspieszyć pożądane efekty terapii. Mówię tu głównie o pacjentach, którzy trafiają do mnie z problemami powstałymi na skutek nieprawidłowej pielęgnacji, czyli np. z nieprawidłowym napięciem mięśniowym, asymetrią czy kręczem szyi. Jednak uświadamianie rodziców dzieci, u których już wystąpił jakiś problem to za mało. Informacje te powinny być rozpowszechniane u osób, które są świeżo upieczonymi rodzicami lub dopiero spodziewają się dziecka. Wtedy jest szansa, że zmniejszymy liczbę dzieci ze wspomnianymi wcześniej dolegliwościami. Oszczędzimy im i ich rodzicom stresu, czasu i pieniędzy, a rehabilitacja będzie szybciej dostępna dla dzieci, które pilnie potrzebują pomocy ze względu na np. wrodzone wady. 

Nie ukrywam, że dodatkowym impulsem do organizacji spotkania był fakt, że sama jestem młodą mamą. Wiem, że wiele młodych mam jest bombardowanych przeróżnymi (nie zawsze dobrymi) radami w tym temacie, dlatego chciałabym, żeby jak najwięcej z nich posiadało wiedzę, którą będą mogły się dzielić i bronić przed ostrzałem „mądrych rad”.

Pierwsze dni dziecka, to trudny czas dla małego człowieka. Zmiana środowiska, inne odbieranie odgłosów, uaktywnienie zmysłu powonienia - wszystko może go niepokoić.  To do nas - rodziców - należy obowiązek pomocy dziecku w oswajaniu się z otaczającym go światem. Na co warto zwrócić uwagę w trakcie pielęgnacji noworodka i małego dziecka?

Należy oszczędzić dziecku niepotrzebnych bodźców - częstego przekładania z rąk do rąk, ciągłej zmiany otoczenia i pozycji ciała, za wysokiej i za niskiej temperatury (chociaż przegrzewanie spotyka się znacznie częściej). W pielęgnacji (zwłaszcza noworodka) powinniśmy zapewnić dziecku trochę rutyny, a podnosząc i trzymając - maksimum podparcia dla jego małego ciałka. Dodatkowo należy pamiętać, że dziecko uczy się świata i swojego ciała od samego początku - od momentu narodzin, dlatego powinniśmy stwarzać ku temu warunki i okazje. Niemowlę powinno mieć zapewnione bezpieczne, przytulne otoczenie ale takie, które pozwala mu poznawać swoje ciało i jego możliwości. Najczęściej powtarzanym błędem w pielęgnacji niemowląt jest układanie dziecka w wymuszonych pozycjach, na które jeszcze jego organizm nie jest gotowy. Mówię tu np. o noszeniu w pionie noworodków, sadzaniu dzieci, które dopiero zaczęły kontrolować głowę, stawianiu dzieci, które nawet same nie potrafią usiąść. Takich przykładów można wymieniać jeszcze wiele i niestety są one bardzo często spotykane.

Często rodzice skarżą się, że ich dziecko „nie lubi leżeć na brzuszku”. Co z tym robić? 

Niestety nie pocieszę tu rodziców, którzy aby oszczędzić dziecku płaczu, a sobie stresu, unikają kładzenia dziecka na brzuszku. Dziecko powinno być układane w tej pozycji, gdyż stwarza ona warunki dla prawidłowego ustawienia głowy, kręgosłupa, bioder i stóp. Poza tym skoro dziecko „nie lubi” tej pozycji, to będzie starało się  ją zmienić. Jest to zatem doskonała gimnastyka i trening nowych umiejętności. Dla pocieszenia dodam, że układanie maluszka na brzuszku może przebiegać w kilku krótkich seriach dziennie - nie muszą, a nawet nie powinny to być długie godziny spędzone w tej pozycji.

Bardzo popularne jest porównywanie dzieci. Jak do tego podchodzić (by nie zwariować)?

Nie ma uniwersalnej recepty na podejście do tego tematu. Jedni rodzice się tym nie przejmują i puszczają takie uwagi i pytania mimo uszu, a inni słysząc, że ich dziecko rozwija się wolniej niż dziecko sąsiada przejmują się tymi uwagami i martwią o rozwój swojego maleństwa. Każdy rodzic chce, aby jego dziecko było we wszystkim najlepsze - aby czworakowało, chodziło i mówiło szybciej niż inne dzieci lub przynajmniej zgodnie ze średnimi podawanymi w literaturze i internecie. Jednak rozwój ruchowy zwłaszcza w pierwszym roku życia jest bardzo indywidualny. Musimy pozwolić rozwijać się naszym dzieciom w ich własnym tempie. Często w związku z tym nasza cierpliwość poddawana jest nie lada próbie, a ciągłe pytania babć i sąsiadek („jeszcze nie chodzi?”) doprowadzają nas do szału. Nie możemy poddawać się presji otoczenia, a nasze ambicje musimy odłożyć na bok. Jest to trudne, ale na pewno do zrobienia. Każde dziecko rozwija się inaczej i często zdarza się tak, że te dzieci, które biegają sprintem wokół piaskownicy, nie mogą pochwalić się bogatym zasobem słownictwa i na odwrót - dzieci, które nie spieszą się z rozwojem fizycznym, nadrabiają gadulstwem. Z resztą z czasem i tak każde zdrowe dziecko zdobędzie kolejne umiejętności i zwykle około trzeciego roku życia większość z nich będzie na podobnym poziomie psychoruchowym. Nie odróżnimy, kto szybciej mówił, a kto chodził.

Dogadzanie, rozpieszczanie… przywilej dziadków i zmora rodziców. Pomijając kwestie żywieniowe, jakie aspekty „dogadzania” dzieciom mogą mieć niekorzystny wpływ na ich rozwój fizjologiczny?  

Dogadzanie wiąże się z przyspieszaniem. Cześć osób tłumaczy sobie i otoczeniu, że np. sadza dziecko, bo ono „już chce”. Chce siedzieć, wszystko widzieć, bawić się w tej pozycji. W takiej sytuacji zawsze odpowiadam, że skoro chce, to niech samo usiądzie. Nie siada? To znaczy, że nie powinno skoro nie potrafi. Następnym przejawem dogadzania jest wkładanie dzieci w chodziki i skoczki. Tyle, że w tej sytuacji rodzice dogadzają przede wszystkim sobie. Według nich dziecko jest w „bezpiecznej pozycji” (bo przecież się nie przewróci, nie uderzy, nie ściągnie nic z szafy), a oni mogą zająć się swoimi sprawami bez zamartwiania się. Dodatkowo maluszek nie buntuje się i nie domaga noszenia na rękach, bo przecież w chodziku sam wszędzie pójdzie i zobaczy, co chce. Nikt za to nie myśli o tym, że dziecko nawet przez kilka godzin dziennie obciąża stópki, które nie są jeszcze gotowe do funkcji podporowej, mięśnie stabilizujące kręgosłup nie są na tyle silne, aby utrzymać go w pionowej pozycji, wiszenie na siedzonku chodzika w postaci paska między nogami jest niekorzystną pozycją dla bioder dziecka, a „bezpieczna” pozycja w stabilnym chodziku po raz kolejny zaburza naturalny rozwój dziecka oraz naukę bezpiecznego upadania i asekuracji. Dogadzanie często przejawia się też w kładzeniu niemowlaków w wielkich poduchach, kołdrach, mięciutkich leżaczkach. Argument? „Żeby mu było wygodnie". Musimy pamiętać, że niemowlę to nie miniaturka dorosłego. Maluszek ma inne proporcje ciała niż osoba dorosła. Oznacza to, że co wygodne dla nas, wcale nie musi odpowiadać dziecku (np. spanie z głową opartą na wielkiej poduszce). Dodatkowo leżenie w miękkiej kołdrze, poduszce czy półsiedzącym leżaczku ogranicza możliwości ruchowe maluszka.


Na co dzień, jako konsumenci, jesteśmy zasypywani przez producentów najrozmaitszymi gadżetami. Ten trend nie omija także branży produktów dziecięcych. Wiem, że masz swoją „czarną listę” z kategoriami rzeczy, których przeznaczeniem (teoretycznie) jest wspomaganie rozwoju dzieci, ale w rzeczywistości mogą w nim przeszkadzać. Czy możesz nam podać przykłady?

Gadżety, których powinniśmy unikać to np. te, które nadmiernie stymulują nasze dzieci, czyli połączenie migających, kolorowych świateł z głośnymi dźwiękami i ruchem - za dużo bodźców na raz. Często takie zabawki denerwują samych rodziców, więc oszczędźmy też samych siebie i zrezygnujmy z takich zakupów. Następną kategorią będą wszelkie udogodnienia, które mają chronić lub „umilać” życie naszych dzieci, czyli niedrapki, ciasne otulacze, leżaczki, puchate poduszki, kliny wkładane pod głowę, itp. Jednak pierwsze miejsca na mojej czarnej liście zajmują chodziki i skoczki oraz źle dobrane nosidełka (takie, które nieprawidłowo podtrzymują głowę, miednicę i nogi oraz ustawiają dziecko w nieprawidłowej pozycji względem rodzica). Podsumowując: jeśli jakiś gadżet ogranicza ruchy kończyn i odbieranie bodźców z zewnątrz oraz ustawia ciało dziecka w wymuszonych pozycjach, na które nie jest ono rozwojowo gotowe, to taki wynalazek powinien pozostać na sklepowej półce.

Co jednak, jeżeli jako rodzice skusimy się od czasu do czasu na zachowanie, które z punktu widzenia fizjoterapeuty jest nieprawidłowe? Wiadomo, że czasami nad rozsądkiem góruje zmęczenie i jako rodzice po prostu odpuszczamy… Czy powinniśmy mieć wyrzuty sumienia?

To zależy, na jakie zachowania sobie pozwalamy. Myślę jednak, że jeśli zorganizujemy otoczenie dziecka w odpowiedni sposób oraz nauczymy się prawidłowej pielęgnacji od samego początku, to ograniczymy możliwość wystąpienia nieprawidłowych zachowań. Zdarza się oczywiście, że nie pozostaje nam nic innego, jak przemilczeć fakt, że ciocia posadziła sobie na kolanach nasze dziecko, które jeszcze nie siedzi. Czasem trzeba odpuścić, żeby nie zwariować od ciągłego tłumaczenia i nie pokłócić się z rodziną. Jednak najbliższe otoczenie i osoby, które dość często mają kontakt z naszym maluszkiem powinny być poinformowane o obowiązujących zasadach. Najważniejsze, aby nieprawidłowe zachowania były najwyżej pojedynczymi sytuacjami, a nie normą (np. za każdym razem, gdy dzieckiem zajmuje się ktoś z rodziny, kto „wie lepiej”). Nie rzadko zdarza się, że trzeba powtarzać wielokrotnie te same zasady tej samej osobie, a i tak widzimy, że nasze tłumaczenia na nic się zdają. Musimy być jednak nieugięci, a w końcu zauważymy efekt naszych wysiłków. Myślę, że nie można odpuszczać, jeśli chodzi o rozwój i dobro naszego maleństwa. Są jednak wyjątki i tak np. nie zaszkodzimy dziecku, jeśli od czasu do czasu podczas przygotowywania posiłku zabierzemy ze sobą do kuchni maluszka w leżaczku. Czasem po prostu nie mamy innego wyjścia lub potrzebujemy szybkich rozwiązań i nie ma czasu na reorganizację połowy mieszkania. Natomiast, jeśli ktoś jest świadomy powyższych „zakazów”, a mimo to kupuje swojemu dziecku chodzik lub skoczek, bądź wspomniany wcześniej leżaczek jest głównym miejscem aktywności w ciągu dnia, to rozumiem, że prawidłowy rozwój jest dla niego sprawą drugorzędną. Wyrzuty sumienia w takiej sytuacji są jak najbardziej wskazane.

Jako młode mamy, często bywamy przewrażliwione na punkcie rozwoju naszych dzieci. Kiedy rzeczywiście warto zwrócić się do specjalisty? 

Zawsze należy obserwować uważnie swoje dziecko i nie wszystkie odstępstwa od normy usprawiedliwiać indywidualnym rozwojem. Jeśli u dziecka dominują ruchy asymetryczne bądź jest wiotkie lub zbyt napięte, apatyczne, nie jest zbyt aktywne w ciągu dnia, nie przybiera na wadze, to wtedy należy udać się po poradę do pediatry.  Lekarz w razie wątpliwości skieruje dziecko do specjalisty w celu dalszej diagnostyki. Regularnie należy poddawać dziecko okresowym obserwacjom u pediatry, aby wykluczyć wrodzone lub nabyte wady.

Joli dziękuję za rozmowę, a Wam drodzy rodzice życzę wytrwałości i rozwagi w zajmowaniu się swoim Maluchem. Pamiętajcie, aby w pierwszej kolejności pozwolić dziecku na samodzielny rozwój a rady "wszystkowiedziących" traktować z przymrużeniem oka stawiając w pierwszej kolejności na własną intuicję.




JOLANTA ŁAŃSKAFizjoterapeutka z wykształcenia i zamiłowania. 
Dotychczas pracowała w prywatnych i publicznych placówkach rehabilitacyjnych, gdzie zdobywała wiedzę, doświadczenie i przekonanie, że to głównie dzieciom zamierza poświęcić się w swojej pracy. W zawiązku z tym cały czas podnosi swoje kwalifikacje uczestnicząc w specjalistycznych kursach i konferencjach. Metody, których używa w swojej pracy z pacjentami to m. in. PNF, Terapia tkanek miękkich, Trójpłaszczyznowa manualna terapia wad stóp u dzieci, NDT Bobath. Aktualnie prowadzi własny gabinet w Bydgoszczy.

Prywatnie mama Magdalenki, która testowała zarówno cierpliwość jak i kwalifikacje zawodowe swojej mamy:) Macierzyństwo uświadomiło jej, jak ciężkie jest życie młodej mamy, która od samego początku bombardowana "mądrymi radami" i "niezbędnymi gadżetami" musi mieć sporą wiedzę, aby nie dać sobie wejść na głowę i do kieszeni.

2 komentarze:

  1. Brawo Jola. Jako mama-logopeda też mam czarną listę gadżetów. Pozdrawiam z licealnej ławki. Kasia K-W

    OdpowiedzUsuń
  2. Skoro specjaliści mają takie "czarne listy", to dobrze brać je sobie do serca. Szczególnie, gdy w grę wchodzi rozwój naszych Maluchów :)

    OdpowiedzUsuń