piątek, 30 grudnia 2016

Jak planować, aby realizować swoje cele


Dziś 30 grudnia, czyli trzysta sześćdziesiąty piąty dzień 2016 roku. Jutro większość z nas spędzi czas z rodziną lub przyjaciółmi, aby mniej lub bardziej hucznie przywitać kolejny, 2017 rok. Jednak czy jesteśmy na to przygotowani? I nie chodzi mi tylko o imprezowe przekąski czy napoje wyskokowe. 


Koniec grudnia to zwykle czas podsumowań. Zastanawiamy się jak podjęte w ostatnim roku decyzje i dokonane wybory wpłynęły na kierunek drogi, którą obraliśmy. Czy przybliżyły nas do celu? A może oddaliły? Przychodzi refleksja "czy mógłbym coś zrobić inaczej?". 


Jakie znaczenie ma planowanie, w czym pomaga filozofia Kaizen i jak wykorzystać wewnętrzną motywację - o tym porozmawiamy z Anitą Kowalską, autorką bloga stworzonego z pasji do odkrywania tajników efektywności osobistej.


zdj. Kinga Jarzyńska

Jaką rolę w Twoim życiu odgrywa planowanie? Czy przydaje się również poza sferą zawodową?


Planowanie jest ważnym elementem każdej sfery mojego życia. To moje drugie imię :) Z planowaniem czuję się bezpieczniej, pewniej. Czuję, że mam realny wpływ na swoje życie i posuwam się naprzód w kierunku, który sama dla siebie wybrałam. Planowanie w pracy to wręcz obowiązek. Wiele rzeczy nie ma prawa się udać, jeśli wcześniej nie poświęcimy czasu na stworzenie planu działania, określenie terminów, zgromadzenie zasobów. Dotyczy to wszystkich projektów, planów sprzedaży, kampanii marketingowych. Poza tym planowanie pozwala nam zwiększać efektywność i wykonywać zadania szybciej. Zdaniem Brian’a Tracy 1 minuta planowania zaoszczędza aż 10 minut pracy. Mam jednak wrażenie, że planowanie w pracy nie stanowi tak dużego problemu jak planowanie w życiu prywatnym. Znam wiele osób, które w pracy są świetnie zorganizowane, a w życiu prywatnym „dryfują” reagując na to, co przynosi im życie. To błąd. Poprzez planowanie proaktywnie kreujemy swoje życie i świadomie decydujemy czym je wypełniamy.

Wiem, że nawyk planowania masz "od zawsze". Jak on ewoluował przez lata - jakie metody się sprawdzały, a jakie nie spełniały Twoich oczekiwań? Na jakim etapie jesteś teraz?


Kiedyś planowałam zadania w systemie dziennym, a cele rozpisywałam na kilka lat. Planowanie dnia sprawiało, że koncentrowałam się najczęściej na tym, co tu i teraz, na tym co pilne. Cele natomiast były ambitne, wymagające wielu usystematyzowanych działań. Brakowało mi systemu, który wypełniłby lukę między krótkowzrocznym planowaniem dnia, a strategicznymi celami na najbliższe lata. W 2011 roku na szkoleniu „7 nawyków skutecznego działania” Franklin’a Covey’a poznałam koncepcję planowania tygodniowego. To zmieniło całkowicie moje podejście do planowania zadań. W końcu znalazłam system, dzięki któremu mogłam zadbać o swoje cele, najważniejsze obszary życia i o siebie. Planowanie tygodniowe to punkt równowagi pomiędzy świadomym projektowaniem swojego życia, a tym co w naszym życiu nieprzewidywalne. Przewagą tej metody, nad wszystkimi innymi - z którymi spotkałam się w swoim życiu - jest to, że co tydzień wymaga od nas, abyśmy się na chwilę zatrzymali i zastanowili, czy zmierzamy we właściwym kierunku. Myślę, że w tych szalonych czasach jest szczególnie ważne, aby mieć świadomość do czego się pędzi i po co. Dzięki planowaniu tygodniowemu od 6 lat skutecznie realizuję swoje cele. Łączę wiele dziedzin życia takich jak praca, biznes, studia, relacje, rozwój osobisty, czy samoodnowa i zarażam tą metodą innych. 

Jesteś zwolenniczką filozofii Kaizen. Możesz pokrótce opowiedzieć czym się charakteryzuje to podejście i jak Tobie osobiście pomaga? 


Filozofię Kaizen najlepiej oddaje cytat Lao Cy „Nawet najdłuższa podróż zaczyna się od jednego kroku”. Kiedy stoimy w obliczu dużego wyzwania, zwykle nie wiemy od czego zacząć, bo o ile cel jest jasny, to droga do niego mglista. Kaizen mówi: nie skupiaj się na szczycie góry, który jest odległy i nie sposób przewidzieć, co Cię czeka po drodze. Skup się na postawieniu pierwszego kroku w jej kierunku. A gdy już go zrobisz, pomyśl jak postawić kolejny. Wszystko po to, aby pozostawić w uśpieniu ciało migdałowate - małą niepozorną część mózgu, która uaktywniona przez lęk, paraliżuje nas uniemożliwiając działanie. Każdy z nas doświadcza tego, gdy ma przed sobą np. napisanie pracy magisterskiej, utratę 20 kilogramów, czy rzucenie palenia. Zadanie wydaje nam się tak wielkie, tak wymagające, że stresujemy się na samą myśl o nim. W konsekwencji sparaliżowani strachem często odwlekamy rozpoczęcie działań. Można inaczej. Zamiast stawiać sobie za cel napisanie pracy magisterskiej, postanów napisać pół strony każdego dnia. Zamiast  zastanawiać się jak zrzucić 20 kilogramów, zacznij od 5 minut aktywności fizycznej dziennie. Chcąc rzucić palenie - zapal o jednego papierosa mniej w każdym tygodniu. Tak małe zadania, są łatwe do wdrożenia, nie budzą lęku, co sprawia, że jesteśmy skłonni je wykonać. W miarę jak zaczyna nam być wygodnie z tym działaniem, zwiększamy kroki i tempo. Wiele osób zadaje mi pytanie, ile czasu zajmie dojście do celu, skoro będziemy szli tak powoli. Zawsze wtedy przytaczam słowa Earl’a Nightingale’a „Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu - czas i tak upłynie”. Mi osobiście metoda Kaizen pomaga w osiąganiu tych największych i najbardziej ambitnych celów w moim życiu. Pozwala motywować się do działania, nawet wówczas, gdy opuszcza mnie motywacja. Kiedy na przykład chcę napisać duży artykuł, a kompletnie nie mam danego dnia weny, nie myślę sobie „Boże, muszę napisać artykuł”. Myślę sobie ok, po prostu zacznę, napiszę pierwsze 3 zdania i odłożę na bok. Wtedy się rozluźniam, znika strach, a pojawia się kreatywne myślenie. Tym sposobem zwykle kończę wszystko, co zaczynam. Kaizen to ewolucyjna metoda, która jednak pozwala wprowadzać w życiu rewolucyjne zmiany.

Osoby interesujące się samorozwojem są świadome, że każdy nasz cel powinien być SMART (specific, measurable, archievable, realistic, time-bound). Jednak sądzę, że niewielu z nas może się pochwalić 100% skutecznością… Jak zwiększyć prawdopodobieństwo realizacji założonych planów?


Prawidłowe sformułowanie celu to dobry początek, ale nie wystarczy, aby zrealizować swój cel. Praca z celem to proces, w którym główną rolę odgrywa motywacja. To dzięki niej znajdujemy w sobie siłę do codziennej pracy nad celem, przełamywania własnych słabości, cierpliwość, odwagę, determinację. To motywacja i świadomość tego, co chcemy osiągnąć, pozwala nam każdego dnia świadomie przydzielać swój czas ludziom i sprawom. Przedkładać to, co ważne, nad to co jedynie pilne. Dlatego też jednym z pierwszych pytań jakie zadaję, gdy pomagam ludziom rozpracowywać ich cele, brzmi: „Jakie jest Twoje Dlaczego?”. Warto się upewnić, że to my sami - a nie społeczeństwo, media, czy rodzina - jesteśmy źródłem swoich dążeń. Wierzę, że tylko wtedy, gdy czerpiemy ze źródła wewnętrznej motywacji, jesteśmy w stanie wytrwać w swoim postanowieniu aż do skutku i jednocześnie cieszyć się samą drogą. Zauważyłam też, że jednym z najczęstszych błędów, przez które ludzie nie osiągają swoich celów jest to, że nie żyją nimi na co dzień. Zbliża się koniec roku, za chwilę będziemy mogli się przekonać jak prawdziwe są te słowa. Pierwszego stycznia tysiące Polaków postawi sobie za cel: schudnąć, rzucić palenie, uprawiać sport, więcej zarabiać, ale nie przekują swoich celów w czyn. Nie poświęcą czasu na rozpracowanie swojego celu i stworzenie do niego planu działania. Nie zastanowią się jak zrobić miejsce na nowe aktywności w swoim życiu, umyśle i kalendarzu (!). Nie przeanalizują, czy są gotowi zapłacić cenę za swój cel. Liczą, że coś się zmieni nic nie zmieniając. To niemożliwe. Praca z celem, to naprawdę jest praca. Musi być przemyślana, zaplanowana i konsekwentna.

Przed nami rok 2017. Z pewnością wielu z nas powita go z listą noworocznych postanowień. Jak to wygląda u Ciebie? Masz jakieś sprawdzone patenty na podsumowanie starego roku i przygotowanie celów na kolejny?

 

Szczerze mówiąc dla mnie 1 stycznia nie jest jakąś wyjątkową datą. Planuję przez cały rok, podobnie jak przez cały rok realizuję swoje cele. Jedne mają horyzont 5-letni inne zaledwie 2-miesięczny. Nie widzę powodu, aby czekać z wytyczeniem kolejnych celów aż do początku roku. Niezależnie jednak od tego, w jakim systemie planujemy, wyznaczając nowe cele warto przyjrzeć się swoim wartościom, bo te zmieniają się w zależności od etapu życia, w którym jesteśmy. To, co było dla nas ważne kiedy byliśmy nastolatkami, niekoniecznie musi być ważne w okresie studiów lub kiedy zakładamy rodzinę. Warto przyglądać się sobie i systematycznie pytać samego siebie: co jest dla mnie ważne, co chcę osiągnąć w życiu, kim chcę być? Cele mają odzwierciedlać te wartości. Być z nimi w zgodzie. Jeśli chodzi o mnie, to zawsze  też analizuję to, co się wydarzyło. Nie po to, aby rozpamiętywać sukcesy i porażki, ale po to, by wyciągać wnioski. Własne doświadczenie jest najlepszym nauczycielem. Jeżeli oczywiście chcemy się uczyć.

Dokończ zdanie: "Rok 2017 będzie…

 

Intensywny. To rok, który zamierzam zainwestować w rozwój mojej działalności w obszarze efektywności osobistej. Mam w planach nowe szkolenia, webinary, kursy on-line, rozwój bloga i fejsbukowej grupy Treningi Efektywności. Będzie się działo!


W takim razie życzę Ci wytrwałości w planowaniu i realizacji celów! Nie ukrywam też, że z ciekawością będę obserwowała Twoje kolejne kroki. Trzymam kciuki za nowe przedsięwzięcia!


Mam nadzieję, że dzięki radom Anity i Wy poczujecie moc sprawczą, przez co 2017 rok będzie dla Was czasem zrealizowanych planów. Tego Wam życzę!


zdj. Kinga Jarzyńska

 ANITA KOWALSKA


Sama o sobie mówi, że jest "eksperymentatorem w dziedzinie efektywności osobistej". Wykorzystując umiejętności planowania, na studiach z powodzeniem łączyła dwa fakultety oraz prowadzenie własnej firmy. Na ostatnim roku prawa, mając zaledwie 25 lat, została najmłodszym Managerem Sprzedaży ds. Kluczowych Klientów w jednym z Towarzystw Ubezpieczeniowych. Aktualnie zdobyte doświadczenia wykorzystuje inspirując innych. W tym celu prowadzi bloga oraz grupę na Facebooku, w ramach której raz w miesiącu przeprowadza Treningi Efektywności. 

Najbliższy już w dniu 5 stycznia 2017 r.



piątek, 23 grudnia 2016

Wszystkiego inspirującego w te Święta!

Kochani, w tym wyjątkowym okresie, życzę Wam, aby świąteczny czas był okazją do refleksji i docenienia tego, co mamy. Siedząc przy Wigilijnym stole rozejrzyjcie się wokół siebie i pomyślcie, jakimi jesteście szczęściarzami!


Dla mnie te Święta będą niezwykłe - bo pierwsze we troje


 

Życzę Wam i sobie, abyśmy tak wyjątkowo czuli się każdego roku!

 

Ania 


niedziela, 18 grudnia 2016

Zawód bloger - Kasia Ogórek i Twoje DIY

Kobieta, która domowy klimat Torunia przedkłada nad dynamiczny rytm życia, jaki oferuje Warszawa. Człowiek, który potrafi zrobić coś z niczego. Mało tego - wierzy, że "(...) każdy jest w stanie wykonać coś własnoręcznie, jeżeli tylko ma dobrą instrukcję.". Cztery lata temu - początkujący bloger. Dziś autorka najsłynniejszego bloga o tematyce zrób to sam, która podbija świat TV i serca tysięcy Polaków. 


O tym, jaką instrukcję na sukces ma Kasia Ogórek, mieliśmy okazję posłuchać podczas grudniowego spotkania "Z biznesem mi do twarzy".




Nie ukrywam, że to spotkanie było dla mnie szczególnie ciekawe. W końcu miałam okazję poznać osobę, która żyje z pisania bloga. Nigdy nie mieściło mi się to w głowie. A jednak jest możliwe i 14 grudnia 2016 r. miałam się o tym osobiście przekonać. 

Jakie nawyki ma osoba, która znajduje się w srebrnej dziesiątce najbardziej wpływowych blogerów 2016 roku (ranking JasonHunt)? Podstawa to kawa i poranna prasówka w Internecie. Kasia mocno wierzy w wiele inicjatyw swoich znajomych i stara się śledzić ich poczynania. Bardzo ciepło wypowiada się o blogosferze - jako o kręgu ludzi wspierających się nawzajem zarówno w rozwoju jak i biznesie.

Do niedawna w swoją działalność nie angażowała nikogo poza mężem. Jednak na pewnym etapie, gdy jej życie zawodowe nabrało znacznego tempa, postanowiła oddać część obowiązków specjalistom. Podczas środowej rozmowy nie ukrywała, że biznes - który prowadzi - jest działalnością gospodarczą, jak każda inna. Czyli oprócz zysków generuje także koszy. I należy się z tym liczyć.

Skąd pomysł na książkę?


Bo takiej nie było. Proste. Stwierdziła, że jeżeli chce wydać książkę, jest to właściwy moment. Być pierwszym to spory przywilej, ale i odpowiedzialność, co ewidentnie widać po zawartości publikacji. Znajdziemy tu sześćdziesiąt pomysłów na DIY, których Kasia nie zamieszczała wcześniej na blogu. Moimi faworytami jest tablica z korków od wina oraz napis "HOME", otwierający książkę. W wydaniu Kasi wszystko wydaje się takie proste, że człowiek ma ochotę od razu zasiąść do działania! I o to na pewno chodziło naszej autorce. 

Jaka jest Kasia Ogórek w biznesie?


Pracowita. Założyła sobie, że będzie publikowała trzy posty tygodniowo i tego się trzyma. Jak sama mówi "Jedyne, co mogę robić, to dobrze pisać.". I jest to po części odpowiedź na pytanie, czemu ludzie do niej wracają. Nie chodzi tylko o czytelników. Ale i o marki, które chcą z Kasią nawiązać współpracę. A nie na każdą się zgadza. Ma swój kodeks honorowy, którego przestrzega. Chce być autentyczna za wszelką cenę, co - w dzisiejszych czasach - jest godne pochwały. Ale nie tylko tym mi zaimponowała. Myślę, że na wszystkich zrobiła wrażenie jej odwaga i śmiałość. Nie każdy, otrzymując wiadomość z McDonald's, podejmie się negocjacji kontraktu bez znajomości języka angielskiego a przy pomocy (jedynie!) tłumacza www. Szalone, ale skuteczne. 

Czego więc można w tym świątecznym okresie życzyć kobiecie, która jest spełniona rodzinnie i odnosi sukcesy robiąc to, co kocha? 


Kolejnych wyzwań. Przed nami 2017 rok, który - jak zapowiada Kasia - będzie dla niej rokiem YouTube. Tam jej jeszcze nie było. A jak w coś wchodzić, to z przytupem. Choć Kasia twierdzi, że nie jest perfekcjonistką, poprzeczkę stawia sobie wysoko. Czekam więc na pierwsze efekty.

A nam - czytelnikom bloga Twoje DIY - życzę kolejnych inspiracji, które pozwolą upiększać naszą przestrzeń i wywoływać uśmiechy obdarowanych najbliższych. 


W końcu Święta tuż tuż...



wtorek, 13 grudnia 2016

Do It Yourself, czyli kreatywna zabawa dla każdego

W oczekiwaniu na jutrzejsze spotkanie z Kasią Ogórek, zachłannie pochłaniam artykuły z jej bloga - Twoje DIY. Oczy mi błyszczą i z każdym kolejnym pomysłem robią się coraz większe. To chcę zrobić! I to jest takie piękne! Wreszcie trafiam na tę cudowną inspirację.


Choinki pod szklanym kloszem: 


źródło: www.twojediy.pl

Mam taki wazon! Przeznaczenie (myślę sobie). I ruszam w kierunku szafy ze świątecznymi drobiazgami.

Moja wersja jest jeszcze prostsza. Zrobienie ozdoby zajęło mi 5-10 min. Czyli dokładnie tyle, ile może mieć czasu mama 10-miesięcznego ciekawskiego dziecka (które w tym czasie obsypało się całe brokatem...). Najdłużej trwały zdjęcia (kochani, to jest naprawdę sztuka! Chylę czoła przed Kasią Ogórek!). 

Efekty mojej pracy możecie podziwiać poniżej:



A tak moje dzieło wygląda z bliska:




I w świetle dziennym:




Czego użyłam?


  • wazon z Pepco
  • podkładka korkowa z Ikei
  • styropianowa gwiazdka obsypana brokatem
  • sól kuchenna
  • nitka (lepsza byłaby przezroczysta żyłka)
  • taśma klejąca

Tyle. Niesamowite, że zajęło mi to tak mało czasu, a dało tyle przyjemności! 
Muszę zdecydowanie częściej zaglądać na blog Kasi.

Tym bardziej cieszę się, że już jutro poznam ją osobiście. 

Dla zapominalskich - widzimy się o 18:00 w Strefie Stylu w CH Toruń Plaza na spotkaniu w ramach cyklu "Z biznesem mi do twarzy".

Do zobaczenia!

środa, 30 listopada 2016

Przepis na sukces w biznesie: czekolada i sen

Poranek zaczyna od kubka gorącej kawy i kawałka czekolady. Z pozoru krucha i delikatna, w biznesie - konsekwentna i pracowita. 10 lat w branży medycznej nauczyło ją, że kluczem do sukcesu jest dobry zespół i właściwa komunikacja. 

 

Małgorzata Kaczorek - wulkan energii. Kobieta renesansu. Człowiek z międzynarodowymi ambicjami.


zdj. Monika Ciaolo www.studiotutto.pl

Bohaterka listopadowego spotkania "Z biznesem mi do twarzy" pracuje odkąd pamięta. Przedsiębiorcze działania podejmowała już jako dziecko, wykazując się kreatywnością w pozyskiwaniu środków od rodziców. Jak sama przyznaje - miała to szczęście, że na swojej drodze zawodowej spotykała mądrych przełożonych, którzy pozwalali jej na większą swobodę w wykonywaniu swoich obowiązków. Naturalną konsekwencją takich działań była potrzeba założenia własnej firmy. Aktualnie jest członkiem zarządu Kiwi Art, Business4Health, Izby Przemysłowo-Handlowej i członkiem rady Narodowego Komitetu Seniora. Na swoim koncie ma m.in. kampanie społeczne z udziałem Tomasza Karolaka, Anny Dymnej czy Doroty Rabczewskiej. Swoją energię ukierunkowuje obecnie na rozwój portalu "Tak dla zdrowia" oraz fundacji działającej pod tym samym szyldem. Jej biznesowym marzeniem jest spopularyzowanie tej marki nie tylko w granicach naszego kraju ale i na całym świecie.

W dzisiejszej rozmowie Pani Małgosia zachęcała nas do wychodzenia poza schematy. Przekonywała, że aby coś zrobić - warto spojrzeć na daną kwestię z dwóch różnych punktów widzenia. Przyjęcie innej perspektywy może okazać się kreatywnym rozwiązaniem, które spełni nasze oczekiwania. Takie podejście pozwoliło jej zrealizować wiele ambitnych przedsięwzięć i dojść do etapu, w którym się aktualnie znajduje.


zdj. Monika Ciaolo www.studiotutto.pl

Słuchając, ile projektów jednocześnie wdraża Pani Małgosia, odnosiłam wrażenie, że jest wirtuozem w zarządzaniu swoim czasem. Okazało się, że wypracowała praktyczny system. Codziennie ma wyznaczoną godzinę (12:00), do której wykonuje wszystkie priorytetowe sprawy. Są to zadania konieczne do zrealizowania danego dnia. Dopiero po tym czasie przegląda pocztę czy organizuje spotkania. Taki porządek dnia pozwala zarówno skupić uwagę na realizacji zaplanowanych celów jak i daje przestrzeń na dostosowanie się do sytuacji.

Z kolei jako sposób na odreagowanie stresów, rozmówczyni Asi Cieślak-Ospalskiej zaleciła nam... sen ;) Jej metoda zakłada wizualizowanie przed snem marzeń lub innych przyjemnych obrazów, z którymi chcemy zakończyć dany dzień. 

Inspirujące. Myślę, że warto spróbować :) 


Następne spotkanie w ramach cyklu "Z biznesem mi do twarzy" już 14 grudnia! 

O tym, kto podzieli się swoimi doświadczeniami, dowiemy się już niedługo...


wtorek, 22 listopada 2016

Marka personalna czyli jaka jest Twoja obietnica

W ubiegły weekend miałam przyjemność spotkać na swojej drodze wyjątkową osobę - autorkę bestsellerowej książki, etyczną bizneswoman, kochającą matkę a wreszcie - niezwykłego człowieka. Mowa o Joannie Malinowskiej-Parzydło. 



Panią Joannę "poznałam" przy okazji lektury książki "Jesteś marką. Jak odnieść sukces i pozostać sobą.", którą dostałam w prezencie urodzinowym. Później było obserwowanie bloga, śledzenie wpisów na Facebooku... Podzielałam jej poglądy i tak silnie utożsamiałam się z jej osobą, że gdy czytałam o kolejnych sukcesach książki, cieszyłam się jakby było to spełnienie marzeń bliskiej przyjaciółki. Gdy dowiedziałam się, że Pani Joanna będzie prelegentką na VIII Kongresie Stowarzyszenia Właścicieli Mieszkań na Wynajem "Mieszkanicznik", na który się wybierałam, od razu chwyciłam za książkę z zamiarem ponownej lektury. W grudniu 2015 r., pisząc jej recenzję (przeczytaj tutaj) stwierdziłam, że to jedna z tych pozycji, do których warto wracać. Podtrzymuję to. Minął rok i moje spojrzenie zupełnie się zmieniło. Miło to odkryć :)

W trakcie swojego sobotniego wystąpienia Pani Joanna mówiła przede wszystkim o marcie osobistej i tym, jak istotna jest w życiu każdego człowieka reputacja. Uderzyło mnie stwierdzenie, że nasza relacja z ludźmi to obowiązek zrealizowania obietnicy. Należy zadać sobie samemu pytanie: jaka jest moja obietnica? Czego oczekują ludzie myśląc o mnie? W czym mogę im pomóc? Czego ode mnie oczekują? Jak mnie postrzegają? Czy ktoś z Was myślał o sobie w takich kategoriach?

Ujęło mnie również, że w tej całej otoczce biznesowej - pełnej liczb, analiz, pieniędzy - Pani Joanna potrafiła znaleźć miejsce na etykę i mocno zaznaczała, jak istotny jest silny kręgosłup moralny. Dlaczego? Ponieważ żyjemy w świecie, w którym certyfikaty i tytuły przestają mieć znaczenie. Liczy się to, jakimi jesteśmy ludźmi i co sobą reprezentujemy. Pocieszające. Wychodzi na to, że wkraczamy w erę wiarygodności. Przedsiębiorcy mają świadomość, że kłamstwo oraz nieuczciwe posunięcia mają swoje konsekwencje i wpływ na renomę. A to z kolei rzutuje na kolejne kontrakty. Lub ich brak.

Podczas prelekcji odnotowałam stwierdzenie, które bardzo mi się spodobało: "Marka to nie produkt. Nie opakowanie. Nie tylko to, co Ty myślisz o sobie. To efekt tego jak żyjesz i odpowiedź na pytanie dlaczego ludzie / klienci uważają Ciebie za wartościowego partnera!". 

Wnioski? 


Myślę, że każdy ze słuchaczy wyszedł ze spotkania z Panią Joanną Malinowską-Parzydło z głową pełną pomysłów. A na pewno pytań. Jednak aby podsumować to, o czym mówił nasz gość posłużę się cytatem, który przyszedł mi na myśl w trakcie sobotniego wystąpienia - "Warto być przyzwoitym" (Władysław Bartoszewski).


poniedziałek, 7 listopada 2016

Networking w karierze - recenzja książki

"Networking jest jak ogród - trzeba go uprawiać codzinnie, regularnie, według określonej strategii.". Idąc za słowami Beaty Kapcewicz, postanowiłam zgłębić temat a wraz z nim książkę "Networking w karierze. Jak odnieść sukces dzięki sieci kontaktów."



Szczerze mówiąc byłam ciekawa, jak można napisać książkę o networkingu. Co tu pisać? Przecież albo się ma umiejętność zjednywania sobie ludzi albo nie - myślałam. Błąd. Jak się okazuje według Beaty Kapcewicz jest to jeden z mitów, który wymaga sprostowania. Autorka uświadamia: "Badania pokazują, że tylko 10 procent osób ma naturalny dar networkowania. Znakomita większość musi się tego nauczyć, a to kompetencja jak każda inna, którą można wyćwiczyć przez praktykę i doskonalenie". A więc jednak. 

Książkę Beaty Kapcewicz czyta się bardzo szybko. Odnajdziemy w niej odrobinę teorii, dużą ilość przykładów przeplataną ćwiczeniami oraz sporą dawkę cytatów (może zbyt dużą...?). Moją uwagę przykuł podział ludzi z sieci kontaktów na role, które pełnią w życiu każdego z nas. Autorka wyodrębnia mentora, coacha, eksperta z branży, trendsettera, agenta, idealistę / marzyciela, realistę, wizjonera, springpartnera i pretendującego. Dodatkowo sugeruje kogo w naszym gronie nie powinno zabraknąć i kto jest szczególnie cennym "nabytkiem". 

Przydatne były dla mnie również uwagi w zakresie networkingu offline. Znajdziemy tu m.in. rady jak wykorzystać konferencje, na których się pojawiamy do budowania kariery. Najważniejsza rada według mnie? Idąc na spotkanie wyznacz sobie cel, co chcesz na nim osiągnąć (np. poznać grafika, dwóch potencjalnych klientów, wypromować biznes przyjaciela). Tak, tego zdecydowanie zamierzam się trzymać

Linked In


Rozważania o sieci kontaktów nakierowały mnie na Linked In. Autorka poświęciła temu networkingowemu narzędziu cały rozdział opisując zalety funkcjonowaia w społeczności oraz dając wskazówki, jak to profesjonalnie robić. Swoje rozważania na ten temat przekułam w artykuł, który możecie przeczytać tutaj.     

Networking a marka osobista


I tu kolejne trafne spostrzeżenie. W książce odnajdziemy też kilka słów o marce osobistej i relacji, jaka zachodzi pomiędzy tym, jak nas postrzegają ludzie a tym, jak funkcjonuje nasza sieć kontaktów. Jak podsumowuje Autorka: "Twoja osobista marka będzie miala znaczący wpływ na to, czy twoje strategie networkingowe będą skuteczne, ale i na odwrót - dzięki networkingowi będziesz mógł budować i umacniać swoją osobistą markę.". Prawda, że odkrywcze? W ślad za wątkiem marki osobistej, pojawia się "39 pomysłów na to, jak wzmocnić swoją markę i rozpoznawalność". Przyznam, że kilka z wymienionych sposobów zrobiły na mnie wrażenie.

Dla kogo?


Książka przeznaczona jest dla osób, którym zależy na świadomym budowaniu bazy kontaktów. Raczej początkujących ale zaawansowani z pewnością znajdą coś dla siebie.

Szczerze, po przeczytaniu książki miałam wrażenie, że oprócz kilku interesujących kwestii, wiele do mojego życia nie wniosła. Sięgnęłam jednak po nią po tygodniu i analizując zaznaczone fragmenty stwierdzam, że chyba jej nie doceniłam. Może nie każdy rozdział przyprawił mnie o ciarki, ale myślę, że zawiera wiele podpowiedzi, które z chęcią wypróbuję.


A na koniec cytat, który moim zdaniem świetnie podsumowuje ideę networkingu:



Inspirującej lektury!

czwartek, 27 października 2016

Nauka pisania kryminałów, czyli nietypowy pomysł na biznes

Czy można rozpocząć biznes bez szczegółowej znajomości dziedziny, w którą zamierza się inwestować? Tak. Czy warto kontynuować przedsięwzięcie, które podczas pierwszych prób przejawia się zerowym zaintreresowanym klientów? Tak. I wreszcie - czy można oprzeć swój biznesplan na warsztatach z pisania powieści? Tak. 


O tym oraz o trudach i przyjemnościach stawiania pierwszych kroków w biznesie rozmawialiśmy w środę - 26 października 2016 r. - z Magdaleną Kostrzewską, właścicielką firmy Maszyna do pisania.


źródło: www.maszynadopisania.pl

Październikowe spotkanie "Z biznesem mi do twarzy" cieszyło się dużym zainteresowaniem. Ponad 70 osób przybyło, aby posłuchać hisorii pierwszej bohaterki cyklu 2016/2017. Co ciekawe, nie zabrakło również reprezentacji mężczyzn, którzy czynnie włączyli się do dyskusji zadając pytania. 


zdj. Monika Ciaolo, www.studiotutto,pl

Rozmowa Asi Cieślak-Ospalskiej z Magdaleną Kostrzewską poruszyła wiele aspektów z życia zawodowego naszej bohaterki. Było m.in. o tym, jak rozpoczynała swoją pierwszą pracę w trakcie studiów, czym się kierowała szukając zatrudnienia i co doprowadziło ją do decyzji o prowadzeniu firmy Maszyna do pisania. Jak się okazało, jest przykładem na to, że można rozpocząć biznes bez wcześniejszej znajomości branży. Magdalena przekonywała nas, że umiejętności przychodzą z czasem, a samą pewność siebie budujemy właśnie dzięki temu, że działamy na własną rękę. 

Padło też kilka rad kierowanych do osób, które zamierzają realizować swoje plany związane z otwieraniem własnej firmy. Trzy z nich zapamiętałam szczególnie:


"Otaczaj się ludźmi, którzy w Ciebie wierzą."


"Nie bój się słowa "nie" - usłyszysz je wielokrotnie ale nie powinno to zmienić kierunku Twojego działania."


"Zacznij spełniać swoje marzenia, bo inaczej ktoś inny zatrudni Ciebie do realizacji swoich."


Myślę, że nie tylko ja wyszłam z tego spotkania z poczuciem, że mogłabym napisać książkę :) To jeden z wniosków. Jednak ważniejszym było uświadomienie sobie, że niezależnie od branży, którą sobie wybierzemy jako centrum działania, zawsze będziemy mieć wątpliwości, czy jesteśmy wystarczająco dobrzy, aby zacząć. Czasem jednak lepiej iść po prostu na żywioł. 

Tak jak Magdalena Kostrzewska.

Tego mnie nauczyło dzisiejsze spotkanie.
Kolejne "Z biznesem mi do twarzy" już 30 listopada. Odliczanie rozpoczęte!

Do zobaczenia!

niedziela, 16 października 2016

Czas na refleksję

A więc stuknął nam rok. Rok poszukiwań, rozmów, spotkań. Ale też rok edukacji, rok dużych zmian. Czas na podsumowanie naszych działań i zapowiedź tego, co przed nami...




Zmiany, zmiany... Ostatni rok był zdecydowanie przebojowy. Poznałyśmy wielu młodych zdolnych ludzi, których historie nas zachwyciły. Część z nich podzieliło się z nami swoją wiedzą, co zaowocowało artykułami. Część spotkań zachęciła mnie do działania, a część popchnęła do lektury książek, których recenzje już wkrótce. Dodatkowo zarówno w moim jak i Kasi życiu sporo się zmieniło. Przede wszystkim rodzinnie - obydwie zostałyśmy mamami. Przybyło nam więc powodów do radości ale i obowiązków. Kolejną wielką zmianą był fakt, że Kasia opuściła zespół TO NAS INSPIRUJE, pozostawiając blog pod moją opieką. Żałuję strasznie, bo od zawsze uważam, że działanie w zespole bardziej motywuje, ale szanuję jej decyzję. Mam nadzieję, że nie odczujecie mocno naszych organizacyjnych zmian i materiały, które przygotuję będą dla Was równie inspirujące.

Przed nami kolejny rok wyzwań więc trzymajcie kciuki za moje biznesowe odkrycia. Będą rozmowy z nowopoznanymi przedsiębiorcami, recenzje książek, które mogą Wam pomóc w rozwoju osobistym oraz wspieraniu wizerunku firmy, a także moje przedsiębiorcze spostrzeżenia. Mam nadzieję, że poczujecie się zainspirowani!

Udanego poniedziałku!

czwartek, 13 października 2016

Przychodzi mama do logopedy...

Rodzicielskich dylematów ciąg dalszy. Po rozwianiu wątpliwości dotyczących rozwoju fizycznego naszej pociechy, czas na mowę. Każda mama czeka z niecierpliwością na usłyszenie tego wyczekiwanego słowa. Pierwsze "mama" budzi wiele emocji. Jednak nie każdy z nas wie, czy i w jaki możemy wspierać nasze dzieci w tej dziedzinie.


Czy czytać dziecku książki? Czy poprawiać, gdy przekręca słowa? A wreszcie - czy podawać dziecku smoczek...? Na te, i wiele innych pytań, odpowie nam Katarzyna Kokoszka-Wrycza - logopeda i neurologopeda z 5-letnią praktyką.




Kiedy dzieci zaczynają mówić? Czy są jakieś ramy czasowe, kiedy możemy się spodziewać pierwszych słów?


Rozwój mowy przebiega etapowo i oczywiście ma swoje ramy. Jednak każde dziecko jest inne i należy pamiętać, że ramy te są umowne. Dają jedynie jakiś wzór, standard. Po pierwsze rozdzielmy pojęcie mowy od komunikowania się. Maluszki komunikują się z nami od urodzenia - poprzez płacz, krzyki, piski, mimikę, itp. Każda mama po pewnym czasie może rozpoznać, co maluszek chce jej zakomunikować. Od ok 3. miesiąca życia pojawia się tzw. głużenie, czyli dźwięki przypominające gruchanie. Następnie między 4. a 6. miesiącem życia mamy gaworzenie, czyli proste sylaby i dźwięki własne oraz te zasłyszane z otoczenia. Pierwsze słowa usłyszymy ok. 1. roku życia, a potem jest już z górki. Właśnie ten etap nazwałabym „mową” taką, jaką my się posługujemy, czyli werbalną. Oczywiście wcześniejsze etapy są bardzo ważne. Nie ma możliwości, żeby dziecko któryś z nich przeskoczyło. Wszystko jest ze sobą ściśle powiązane oraz połączone z rozwojem motorycznym i emocjonalnym. 

W jaki sposób wspomagać rozwój mowy u dzieci od narodzin do 3 roku życia?


Dziecko uczy się mowy słuchając  rodziców, dziadków, rodzeństwa i osób, z którymi przebywa. Najlepszą metodą na wspomaganie rozwoju mowy dzieci jest nasza mowa kierowana do nich. Moje motto brzmi: „mówić, mówić i jeszcze raz mówić”. Warto być gadułą. Niemowlęta uwielbiają zabawy głosem, dlatego mówmy do nich praktycznie cały czas - gdy je przebieramy, kąpiemy, przygotowujemy posiłek. Wyjątkiem jest jedzenie. Wówczas dziecko ma się skupić wyłącznie na jedzeniu. Nie zapominajmy o śpiewaniu. Moim zdaniem śpiew jest lekiem na całe zło. Dzieci nie zwracają uwagi na to, że fałszujemy, że zapomnieliśmy słów, albo że nie dobraliśmy odpowiedniego rymu. Maluszki bardzo lubią intonację, melodię i barwę głosu. Puszczanie muzyki z radia (nie tylko piosenek dla dzieci) też wspomaga rozwój mowy. Jednak głos ludzki jest nieocenionym narzędziem. Niemowlęta bardzo lubią obserwować nasze usta, dlatego mówiąc do nich patrzmy na nie. Z czasem zauważymy, że próbują naśladować ruchy naszych warg. 

W sklepach możemy trafić na książeczki czy karty z obrazkami kontrastowymi - to również bardzo dobre narzędzie do stymulacji wzroku i mowy u niemowląt. Dzieci na wczesnym etapie widzą głównie czarno-białe barwy oraz kolor czerwony. Dodatkowo warto oczywiście dzieciom czytać. Zarówno maluszkom jak i tym starszym. Bajki, opowiadania, wiersze są interesujące dla tych mniejszych ze względu na rytmikę wypowiedzi. Nasz głos jest wówczas spokojny, a to dzieci uwielbiają. W przypadku starszych pociech czytanie pobudza wyobraźnię, a co za tym idzie - mowę. Ponad to skłania dzieci do zadawania pytań. Przy stosowaniu tych wszystkich elementów warto  pamiętać o jednym - co za dużo to nie zdrowo. Dzisiejszy świat i tak jest pełen bodźców. Jeśli zaobserwujemy, że nasze dzieci mają zwyczajnie dość, to odpuśćmy. Mówienie ma być dla nich przyjemną czynnością, a nie kojarzyć się ze żmudnymi ćwiczeniami.

Co ze sposobem, w jaki zwracamy się do niemowlaków? Czy "guganie" jest prawidłowe? Czy powinniśmy mówić do małych dzieci normalnymi słowami, nie zdrabniając?


To jak mówimy do niemowlaków ma ogromne znaczenie. Tzw. zdrabnianie i pieszczenie się jest tym z czym najbardziej walczę i jest nr 1 na mojej „czarnej liście”. Mówmy do dzieci normalnie, bo dzieci uczą się mowy od nas. Oczywiście wszystko ma swoje granice. Zdrabnianie typu „książeczka, serduszko, słoneczko” jest jak najbardziej wskazane, ale np. „książeczulka, serduniunio, słoneczniunio” to raczej przesada ;)


Kiedy małomówność naszych dzieci powinna zacząć nas niepokoić?


Tak jak wcześniej wspomniałam istnieje pewien standard, który daje nam wskazówki. Głużenie występuje zawsze, natomiast brak gaworzenia jest już sygnałem do wzmożonej obserwacji. Jeśli nasze dzieci nie odwracają głowy do źródła dźwięku, nie reagują, nie uśmiechają się, gdy są zagadywane i nie wypowiadają prostych sylab - należałoby to skonsultować. Nie ma powodów, aby od razu wpadać w panikę. Każde dziecko jest inne. Literatura mówi, że 18-miesięczne dziecko powinno operować ok. 60-100 słowami, natomiast między 2. a 3. rokiem życia zasób słów wzrasta aż do 800-1000. W mojej praktyce nie trzymam się tak sztywno tych liczb, jednak terapią obejmuję dzieci pomiędzy 1. a 2. rokiem życia, które posługują się np. tylko łańcuchem sylab. Na tym etapie już powinny być słowa. Głównie rzeczowniki i czasowniki np. mama, tata, baba, daj itp. W okresie między 2. a 3. rokiem życia nasz maluszek powinien używać praktycznie wszystkich części mowy i łączyć je w proste zdania, np. „mama daj”, „nie chcę”. 


Czy poprawiać dziecko, gdy wypowiada jakieś słowa niepoprawnie? 


Poprawiać, ale niezbyt natarczywie i intensywnie, gdyż porażka zniechęca. Niekiedy lepiej ignorować, lecz to zależy do sytuacji w jakiej się znajdziemy. Przykładowo kiedy zdarzenie jest stresujące dla dziecka, wtedy nie poprawiajmy go, bo może to wywołać odwrotny skutek. Spróbujmy wszystko traktować jako zabawę, czasami żart. Jednak uważam, że to my, rodzicie powinniśmy przede wszystkim dbać o jakość własnej wypowiedzi, dając wzór naszym dzieciom.

Na deser zostawiłam pytanie, które zadaje sobie chyba każdy młody rodzic - czy podawać dziecku smoczek? Wielu z nas, w obawie przed problemami logopedycznymi i ortodontycznymi, rezygnuje całkowicie z tego rodzaju "uspokajaczy". Czy słusznie?


Zdania logopedów w tej kwestii są podzielone. Osobiście należę do tych, którzy są zwolennikami smoczka, ale odpowiedniego - dynamicznego, czyli takiego, który mobilizuje całą buzię do pracy. Owszem, smoczek może być przyczyną późniejszych wad zgryzu i wad wymowy, ale wtedy gdy jest używany za długo. Dla mnie górną granicą jest pierwszy rok życia. Smoczek nie bez przyczyny nazywany jest uspokajaczem, bo to jest jego główna funkcja, ale także wspomaga odruch ssania. Wiemy dobrze, że odruch ten jest niezbędny do życia noworodkom i niemowlakom. Jednak po pierwszym roku życia dzieci jedzą tak jak my, czyli nie potrzebują już funkcji ssania, a to właśnie przetrwały odruch ssania powoduje wady wymowy. 


Czuję się uspokojona. Mam nadzieję, że nasi czytelnicy również. Dziękujemy Kasi za poświęcony czas i życzymy kolejnych sukcesów w odczarowywaniu mowy swoich podopiecznych. 


A my, rodzice - do czytania książek! 

Ku edukacji i rozwojowi naszych Maluchów! 




KATARZYNA KOKOSZKA-WRYCZA 

Logopeda i neurologopeda z pięcioletnim stażem. Doświadczenie zdobywa w pracy z dziećmi niepełnosprawnymi w Ośrodku Rehabilitacji w Świeciu. Od 2014 r. prowadzi prywatną działalność oferując usługi mobilne, czyli terapię w domu pacjenta. W swojej pracy wykorzystuje liczne metody m. in. masaż logopedyczny, elementy terapii behawioralnej, metodę werbo-tolaną, elementy metody krakowskiej, profilaktykę logopedyczną u niemowląt.

Prywatnie mama 3,5 miesięcznej Zosi, która jest dla niej najlepszym źródłem inspiracji ;)