czwartek, 11 maja 2017

Praca marzeń

Mam to szczęście, że moje życie wypełnione jest ciekawymi ludźmi. Mogę obserwować ich starania, ciężką pracę, aby wreszcie podziwiać efekty. Szczególne miejsce w moim sercu mają ci, którzy podążają za swoją pasją. Dzisiaj krótka historia o tym, jak można w Boże Narodzenie wygrzewać się na plaży w Brazylii, a Majówkę spędzać na Wyspach Kanaryjskich będąc... w pracy :) 


W takim miejscu pojęcie "nadgodziny" nabiera innego znaczenia...
zdj. Tomek Barańczuk

Tomasz, lat 27. Instruktor kitesurfingu, windsurfingu, snowboardu, żeglarstwa.  Na co dzień oswaja dwa żywioły - wodę i powietrze przekonując, że w życiu warto postawić na to, co się kocha. 

zdj. Paulina Łukaszewicz

Jaki jest właściwie Twój zawód? Jak długo go wykonujesz?

Po pierwsze instruktor kitesurfingu. Po drugie skipper, bo regularnie organizuję rejsy żeglarskie. Życie intruktorskie rozpocząłem już pod koniec liceum, a pierwszy samodzielny rejs pełnomorski to pamiętny Borncholm w październiku 2013 roku.

Podobno pierwsze kroki stawiałeś na jachcie. Jak zaczęła się Twoja przygoda ze sportem? Kto ją w Tobie zaszczepił?

Przede wszystkim rodzina. Pierwszy rodzinny mazurski rejs zaliczyłem mając jedenaście miesięcy. Właściwie nic z niego nie pamiętam. Ale musiało być fajnie, bo każde wakacje kończyłem odliczaniem dni do następnego rejsu. Jak u większości dzieciaków, moim ulubionym przedmiotem był W-F... i tak mi zostało. Tylko salę gimnastyczną zamieniłem na morze i góry. Trochę więcej przestrzeni. Pod koniec podstawówki starszy brat, Adam, kupił pierwszy zestaw do windsurfingu. W liceum drugi brat, Marcin, przywiózł znad morza kite'a. I tak się zaczęła przygoda...

Jak wyglądała Twoja ścieżka rozwoju? Czy od początku wiedziałeś, czym będziesz się zajmował?

Pamiętam z podstawówki jedną z lekcji polskiego oraz jej temat: "Jak wyglądałby Twój idealny świat?". Odpowiedziałem wtedy, że byłby to świat cały zalany wodą, gdzie zamiast samochodów, autobusów czy pociągów, wszędzie trzeba by było pływać jachtem: do pracy, do szkoły, na zakupy. Po latach nie wiele się zmieniło w mojej wizji świata. No, może stała się nieco bardziej realna... Ale tylko na tyle, na ile musiała :) Mówiąc krótko, nadal nie miałem zamiaru "zejść na ziemię". Wiedziałem, że swoje życie chcę wiązać z wodą i wiatrem. Nie wiedziałem natomiast, jak dokładnie będzie to wyglądać. Prawdę mówiąc ciągle szukam kolejnych ścieżek rozwoju. Próbuję nowych rzeczy. Ostatnio ukończyłem kurs nurkowy, a po głowie od jakiegoś czasu chodzi mi kurs paralotniarski.

Na jakie problemy napotykałeś po drodze? Jakie było Twoje największe wyzwanie ostatnich lat?

Nie przypominam sobie, abym spotkał na swojej drodze jakieś szczególne trudności. Jedyna rzecz, która w negatywnym sensie przychodzi mi na myśl, to mentalność ludzka. Większość z nas myśli szablonowo: edukacja, praca, rodzina i "może na emeryturze będę miał trochę czasu na przyjemności". A zwłaszcza - "na emeryturze będę podróżować!". Często słyszę pytania z jakąś nieuzasadnioną pretensją w tle: "No dobrze, byłeś na wakacjach... ale co dalej? Kiedy znajdziesz normalną pracę? Chyba nie zamierzasz tak żyć przez cały czas?". Tak się jednak składa, że to co robię to również praca. Warta tyle samo, co ta w biurze, sklepie czy korporacji. Jednak łącząca w sobie jeszcze przyjemność z realizowania marzeń i pasji, wśród ludzi z podobnym podejściem do życia. Jeżeli chodzi o wyzwania, to na bieżąco wyznaczam sobie nowe cele. Kolejny rejs, nowe miejsce do poznania, nowa umiejętność do opanowania. Natomiast największe przedsięwzięcie niedawno urodziło się w mojej głowie, ale szczegóły zdradzę, kiedy nabierze wyraźniejszych barw.

Pewnie ludzie, którzy zadają Tobie takie pytania nie wierzą, że praca może być przyjemna. No i wiązać się z podróżami. Skąd w ogóle pomysł na Brazylię? Nie za gorąco tam?

Zdecydowanie za gorąco... żeby siedzieć na lądzie. Za to Brazylia jest idealnym miejscem na kite'a. Ciepła woda, silny wiatr wiejący przez pół roku dzień w dzień. To kierunek bardzo często wybierany przez kitesurferów. Europejscy fani sportów wodnych ruszają tam od października, gdy zaczyna być u nich chłodno, i zostają do grudnia lub stycznia. Później pogoda nie jest tam już tak stabilna.

Jakie marzenia zawodowe ma człowiek, który pracuje wygrzewając się na plaży?

Apetyt rośnie w miarę jedzenia! :) Swoje marzenia szybko zamieniam w szczegółowo wypunktowane wpisy w kalendarzu, które krok po kroku realizuję. Staram się być w ciągłym ruchu, ponieważ stojąc w miejscu mam wrażenie, że się cofam. Po zakończeniu jednego rejsu już planuję następny. Po przylocie w jedno miejsce, już się zastanawiam, gdzie będzie następne, bo wiem, że za trzy lub cztery miesiące najbardziej rajska plaża stanie się codziennością, a uczenie w idealnym miejscu – rutyną.

Czy planujesz w tym roku wakacje? Czy w ogóle w przypadku Twojego trybu życia potrzebujesz odpoczynku, złapania oddechu? Co wtedy robisz? 

Na początku lutego wróciłem do Polski z Brazylii. Z końcem marca rozpocząłem rejs wokół Wysp Kanaryjskich. W międzyczasie pojechałem uczyć snowboardu w Dolomitach. Przez najbliższe miesiące stacjonuję na Fuerteventurze ucząc kitesurfingu. Tak więc jeśli chodzi o wakacje... chyba jest to czas, który spędziłem z rodziną i bliskimi w Polsce. Będąc za granicą to właśnie ich brakuje mi najbardziej. Nie licząc polskiego jedzenia!

Jaką miałbyś radę dla ludzi, którzy wahają się, żeby zmienić swoją pasję w zawód?


zdj. Paulina Łukaszewicz

Po prostu zacząć działać. Zrobić cokolwiek w tym kierunku i nie poprzestawać na tym.  Zazwyczaj najbardziej przerażająca jest zmiana. Nie mówię żeby rzucić wszystko i wyjechać na drugi koniec świata, bo to ryzykowne działanie. Zdecydowanie lepiej jest się przygotować. Pomyśleć jak mogę zarobić na tym, co sprawia mi przyjemność. Poszerzyć swoje kwalifikacje. Zastanowić się, gdzie moja działalność będzie miała sens i czy potrzebuję jakichś konkretnych uprawnień. Czyli: stwórz listę rzeczy do ogarnięcia i działaj!


Patrząc na Tomka trudno wyobrazić sobie lepsze warunki pracy. Jednak każdy z nas ma swoją wizję zawodu marzeń. Warto o nią walczyć, zaczynając od podążania we właściwym kierunku. A więc - drogi Czytelniku - zadanie na dziś: odpowiedz na pytanie: "jak mogę zarobić na tym, co sprawia mi przyjemność?". Gdy już to ustalisz, idąc za radą Tomka - stwórz listę zadań i działaj!


Jeżeli chcecie wiedzieć, co aktualnie robi Tomek i jakie ma zawodowe plany, odsyłam do jego strony - Z wiatrem przez świat. 


Ahoj!

niedziela, 26 marca 2017

Pasjo-biznes w praktyce, czyli Eunika Jedynak i Artemisja

Przed współczesną kobietą czeka wiele wyzwań. Mamy wobec siebie wysokie wymagania. Pełnimy kilka ról na raz. Umiejętność żonglowania nimi i zarządzania swoim czasem w wykonaniu coniektórych wywołuje mój szczególny podziw. Tak jest w przypadku naszej rozmówczyni. 


Matka, żona, specjalista ds. marketingu w TZMO S.A., doktorantka, scrapbookingowy wirtuoz i oczywiście - serce firmy Artemisja. W wolnych chwilach trenuje zumbę, biega a czasem pływa. Cała ona: zabiegana i wiecznie uśmiechnięta - Eunika Jedynak.



Zacznijmy od podstaw - skąd pomysł na handmade? Jak się zaczęła Twoja pasja związana z tworzeniem?

Odkąd pamiętam, lubiłam rysować, malować oraz tworzyć. Jako dziecko i nastolatka miałam kilka wystaw swoich prac w Gminnym Ośrodku Kultury w Gniewkowie – tworzyłam obrazy na płótnie oraz rysunki suchymi pastelami. Obie moje babcie także miały do czynienia z działaniami artystycznymi - jedna lubiła malować obrazy, a druga zajmowała się tworzeniem kompozycji kwiatowych z suszonych traw i kwiatów – zresztą jako dziecko często chodziłam z nią zrywać różne trawy i kwiaty. Do tej pory pamiętam, co warto suszyć, a co na pewno się obsypie (śmiech).

Podczas studiów zupełnie nie myślałam o mojej artystycznej pasji. Oddawałam się nauce, pracy, działalności organizacyjnej (AIESEC) oraz sportowej (AZS). Kosztowało mnie to sporo czasu – regularne wyjazdy na konferencje oraz zawody sprawiały, że mało kiedy miałam wolny weekend.

Bodźcem do kreatywnego działania okazał się mój mąż - Damian, który kocha fotografię. Już wcześniej myślałam o tworzeniu czegoś artystycznego, a zarazem użytkowego. To wtedy wpadłam na pomysł zdobienia zdjęć oraz wykonywania kartek na zamówienie. Stwierdziliśmy, że w biznesie możemy spełniać się oboje więc założyliśmy firmę. Pierwszy zamysł był taki, że będę ozdabiała zdjęcia z sesji, które zrobi Damian. Jednak klienci zweryfikowali nasze założenia. W biznesie często jest tak, że z upływem czasu zmienia się kierunek działania. I tak właśnie było z nami. Z resztą nadal jest. Teraz mamy w głowie nowe pomysły na rozwój Artemisji! Z tym, że aktualnie jest to o tyle trudne, iż każdy z nas oprócz firmy, realizuje się zaawodowo w inny sposób. Trudno jest znaleźć czas na rozmowy o biznesie, ale kiedy tylko mamy okazję – rozmawiamy, wymieniamy się pomysłami i działamy.

Zdj. Artemisja

Myśląc o swojej działalności wyobrażamy sobie, że idealnym byłoby łączyć pasję z biznesem. Jednak jakie mogą się w związku z tym pojawić problemy?

Cudownie jest robić to, co się lubi i jeszcze móc na tym zarabiać. Problemem jednak jest fakt, że na początku trudno jest utrzymać się stawiając wyłącznie na pasjo-biznes. Artemisja nie jest naszym jedynym źródłem utrzymania. Wydaje mi się, że niezbyt często zdarza się założyć biznes, który jest Twoją pasją i od razu się z niego utrzymać. Artemisja ma prawie dwa lata, a ciągle w nią inwestujemy - kupujemy nowe obiektywy, wykrojniki, papiery i ozdoby. Natomiast z miesiąca na miesiąc jest też coraz lepiej, co nas bardzo cieszy. Wierzymy, że pewnego dnia będziemy zajmowac się już tylko tym, co kochamy.

Jak łączyć pasję z biznesem? Na pewno trzeba się zmobilizowac i działać. Ale z tym nie ma u nas problemu. Każdy z nas jest pracowity, ambitny i ma duże cele. Wydaje mi się, że sporo osób, zwłaszcza na początku tworzenia biznesu, ma duże plany i marzenia, ale... pozostają one planami i marzeniami. Ważne jest działanie. Choćby małymi krokami. Trzeba ustalić priorytety i rozwijać się w tempie, jakie nam pasuje. Ostatnio usłyszałam trafne zdanie, że nie sztuką jest odnieść sukces i się przy tym zupełnie wyeksploatować. My działamy tak, by czerpać z życia radość. Pewnie dałoby się robić więcej, lepiej i szybciej. Zawsze się da. Tylko będzie to kosztem czegoś innego. Czasem, jak mam chwilę wolnego, to wolę spędzić ją z rodziną niż siadać i kończyć stronę www. Być może właśnie dlatego do tej pory nie mamy jej gotowej :) Ale nie jest to priorytet. W końcu pomimo jej braku zleceń mamy sporo.

Artemisja to duet "Eunika i Damian". Czyli razem w życiu i razem w bizesie. Prowadzenie firmy z mężem to przyjemność, czy wyzwanie?

To zależy w jakiej porze dnia (śmiech). A tak naprawdę, to ogromna przyjemność, ale też czasem i wyzwanie. Uwielbiam spędzać czas z Damianem, więc dla mnie prowadzenie firmy z mężem to coś cudownego. Chociaż oczywiście są kwestie, w których musi minąć trochę czasu zanim dojdziemy do wspólnej wersji, jak np. w kwestii prowadzenia fanpage’a. Są treści, które moim zdaniem warto umieścić, a Damian często ma odmienne zdanie. Ale póki co każdorazowo dochodzimy do porozumienia. Tak naprawdę najczęściej się ze sobą zgadzamy – zarówno w życiu, jak i w kwestiach biznesowych.

Jak wygląda Twój dzień?

Nie mam jednolitego planu dnia – moje dni wyglądają bardzo różnie. Wszystko zależy od tego czy i ile mam zamówień na projekty scrapbookingowe. Jeśli mam sporo – czasem (ostatnio nawet często) muszę wstać między 4:30 a 5:00 i popracować przy kartkach, by móc na 8:00 być w pracy. Zwykle tworzę też po powrocie z etatu. Staram się pracować w domu wtedy kiedy Iwo śpi, ale nie zawsze jest to możliwe. Do mojego codziennego planu dnia zaliczam zumbę, którą kocham ❤ Od poniedziałku do piątku – jeśli tylko mogę – chodzę na zumbę, a w weekendy… Cóż, powoli muszę już ruszyć z treningami biegowymi – w końcu już niedługo Run Toruń!

Aktywnie. Zdradzisz, jak łączysz te wszystkie zadania?

Mając wiele na głowie, nauczyłam się robić wszystko efektywnie. Idąc lub jadąc odpowiadam na wiadomości na telefonie. Realizując zamówienia kartkowe omawiam różne sprawy z Damianem, dzwonię do rodziny czy znajomych lub słucham webinarów. Uwielbiam zdobywać nową wiedzę. Najważniejsze to pogodzić się z tym, że nie można robić wszystkiego na raz. Jeśli piszę doktorat – czytam książki do doktoratu, a nie inne. Tego nie przeskoczę. Chcąc regularnie ćwiczyć, siłą rzeczy nie mam czasu na inne aktywności, np. nie prasuję. Na szczęście zaopatrujemy się w ubrania, które nie są w tej kwestii wymagające (śmiech). 

I mimo tak aktywnego trybu życia odnajdujesz czas dla swojej rodziny. Godne podziwu! Zdradź, jak być super mamą w dzisiejszym zabieganym świecie?

Każdy ma inną definicję bycia super mamą. W moich oczach super mama jest przede wszystkim szczęśliwa. A to oznacza, że ma też czas dla siebie i robi rzeczy, którymi się pasjonuje. Wtedy może być dobrą mamą dla swojego dziecka. Kiedy tylko mogę, spędzam czas z rodziną. Tak się składa, że kartki robię w domu, więc nawet kiedy mam coś do wykonania, w międzyczasie staram się porozmawiać z Iwem. Priorytetem jest zawsze on, więc jeśli chce się przytulić – przytulam, jak łapie mnie za rękę i prowadzi bym się z nim pobawiła – robię to. Sama oczywiście też wychodzę z inicjatywą. Czasem, kiedy chcę się poprzytulać, mówi do mnie twardym głosem: „Mama, przeszkadzasz mi!”. Taki wiek :)

Jesteśmy rodzicami pracującymi. Iwo czasem mówi, że on też w przedszkolu ma pracę. Pamiętam, kiedy ktoś zapytał mnie (Iwo wtedy był w żłobku), czy nie jest mi szkoda oddawać dziecko do żłobka. Oczywiście, że nie jest mi szkoda! Dziecko podczas obcowania z rówieśnikami uczy się nawiązywania relacji i zasad panujących w społeczeństwie. Kiedy mogę, spędzamy wspólnie czas, razem się bawimy i wygłupiamy. Wydaje mi się, że Iwo jest z nami szczęśliwy. Z resztą często mówi nam, że nas kocha i że razem jesteśmy drużyną :)



Twój przepis na walkę ze stresem.

Dla mnie stres to dość poważne określenie. Ja się dość mało stresuję, w zasadzie bardzo rzadko – muszę naprawdę mieć coś bardzo ważnego i musi być to coś niepewnego. Codzienne działania, pomimo natłoku obowiązków, nie stresują mnie. Jeśli natomiast znajdę się w sytuacji stresowej – przede wszystkim oceniam, czy mam na tę sytuację wpływ. Jeśli mam – staram się na nią wpłynąć i złagodzić zdenerwowanie. Jeśli nie mam – pozostaje się nie martwić, skoro i tak nic nie mogę z tym zrobić. Możliwe także, że z ciężarem wielu spraw na głowie pomagają mi ćwiczenia fizyczne – po godzinnych wariacjach zumbowych wracam do domu zmęczona, ale szczęśliwa. 

Jakie masz zawodowe plany na 2017 rok? Czego Ci życzyć?


Rok 2017 wydaje się być rokiem wyzwań i zmian. Nowa praca, plany ukończenia pracy doktorskiej, nowy kierunek Artemisji, a być może – założenie nowej firmy (nic więcej nie powiem na tę chwilę!). Tak naprawdę od niedawna jestem w nowej roli – praca w marketingu jest bardzo ekscytująca i absorbująca. Wiele się uczę, ale też wykorzystuję zdobytą już wiedzę. To jest taki moment, w którym powinnam – i chcę – przedefiniować swoje cele na najbliższe lata. Jeszcze niedawno planowałam wprowadzać nowe produkty do Artemisji, zrobić uprawnienia instruktora zumby, zacząć promować biznes w innym kraju. Aktualnie priorytetem w 2017 roku jest mój doktorat. 

Wiem, że cele muszą być ściśle określone i mierzalne, lecz… powiem świadomie, że celem na 2017 rok jest umiejętne pogodzenie wszystkich moich ról. Póki co idzie mi dobrze, choć oczywiście należę do tych osób, które dobę chciałyby nie wydłużyć, a podwoić.


To rzeczywiście wyzwanie. W takim razie życzę Ci trafnych wyborów a Wam obydwojgu, aby Artemisja wkroczyła w tym roku w kolejny etap rozwoju. Powodzenia! 


niedziela, 12 marca 2017

Czy warto inwestować z pośrednikiem nieruchomości?

Korzystać czy nie korzystać z usług pośrednika obrotu nieruchomościami? Ten dylemat towarzyszy każdemu początkującemu inwestorowi. Wielu wychodzi z założenia, że to zbędny koszt, który należy omijać. Jednak czy na pewno? 


Odczarowaniem roli pośrednika w procesie sprzedaży nieruchomości zajęła się Sabina Libera - prezes krajowej delegatury Krajowej Izby Gospodarki Nieruchomościami.



Marcowe spotkanie toruńskiego oddziału Stowarzyszenia Właścicieli Nieruchomości na Wynajem Mieszkanicznik przyniosło dyskusje na temat korzyści, jakie daje współpraca z pośrednikami obrotu nieruchomościami. Nasza prelegentka sama przyznała, że w trakcie swojej wieloletniej obecności w branży (od 2008 r.) spotkała się z różnymi standardami, jeżeli chodzi o obsługę klienta. Jednak, jak twierdzi, kluczem jest ustalenie na samym początku zasad współpracy. Czego więc możemy oczekiwać od naszego pośrednika?

1. Pomoc w przygotowaniu nieruchomości do zbycia. Nie każdy właściciel mieszkania zdaje sobie sprawę, jak istotny jest w trakcie prezentacji potencjalnemu klientowi... porządek. Tak. I nie chodzi tu jedynie o oczywiste uprzątnięcie brudnych ubrań, czy rozrzuconych przez dzieci zabawek. Pośrednik powinien doradzić, jak uporządkować przestrzeń, aby stała się bardziej przyjazna kupującemu. Mowa o home stagingu, który wkracza powoli na nasz polski rynek, zdobywając rzesze zwolenników. Pamiętajmy jednak, że nie każdy pośrednik nam to zagwarantuje. Zanim podpiszemy umowę, lepiej się co do tego upewnić.

2. Opracowanie oferty oraz oszacowanie nieruchomości. Istotnym krokiem na etapie sprzedaży nieruchomości jest przygotowanie oferty. Wprawny pośrednik wie, jak ją sformułować, aby przyciągnąć odpowiedni typ klienta. Część biur nieruchomości oferuje możliwość wykonania rzutu mieszkania, co jak wiadomo pomaga przy podejmowaniu decyzji przez kupującego. Nie zapomnijmy o wspomnianym już home stagingu i sesji zdjęciowej. Ważne, żeby już na poziomie oferty nieruchomość miała szansę "wpaść w oko". Istotne jest też ustalenie ceny. To ona w dużej mierze zadecyduje o zainteresowaniu nieruchomością. Jeżeli będzie za wysoka - odstraszy, jeżeli za niska - możemy stracić na transakcji. Większość właścicieli z pewnością wie, ile chciałby otrzymać za swoje mieszkanie. I słusznie. Jednak po ustaleniu swojej ceny, warto ją skonsultować. 

Pozostaje nam jeszcze publikacja oferty. Pamiętajcie, że to również zadanie pośrednika. Powinien Wam doradzić, jakie kanały dystrybucji wybrać, żeby osiągnąć swój cel.

3. Prezentacja nieruchomości. Większość sprzedawców nalega, aby być obecnym przy pokazywaniu mieszkania potencjalnemu kupującemu. Jednak pośrednicy coraz częściej doradzają, aby pozostawić sprawę im. Wiadomo, że jako właściciele, jesteśmy sentymentalnie związani z tymi czterema kątami. Wizja burzenia ścian czy niepochlebne uwagi na temat naszej aranżacji mogą się nam nie spodobać i w efekcie rzutować na dalsze rozmowy.

4. Monitorowanie stanu prawnego. To najbardziej oczywisty z obowiązków pośredników. Wiemy, że decydując się na współpracę z biurem obrotu nieruchomościami "kupujemy" sobie spokój, jeżeli chodzi o weryfikacją mieszkania pod kątem ewentualnych wad prawnych. Polecam jednak dawkować zaufanie. Warto samemu sprawdzić podstawowe kwestie.

5. Zgromadzenie dokumentów. Kolejna wygoda. Pośrednik przedstawi Wam listę dokumentów i zadba, aby druga strona również dobrze się pod tym kątem przygotowała.

6. Koordynowanie procesów kredytowych. Jeżeli nie macie swojego zaufanego doradcy finansowego, biuro obrotu nieruchomościami na pewno takim dysponuje. Tu jednak zalecam rozwagę i korzystanie ze sprawdzonych wcześniej źródeł.

7. Współpraca ze stronami i notariuszem. Pamiętajcie, że od momentu Waszej decyzji o sprzedaży / zakupie, do samego aktu notarialnego minie jeszcze trochę czasu i będzie sporo do załatwienia. Każda ze stron transakcji ma swoje dokumenty do zdobycia i poszczególne czynności do wykonania. Pośrednik sprawdza się na tym etapie jako łącznik. Dzięki temu, że trzyma rękę na pulsie mamy pewność, że sprawa posuwa się do przodu, bez konieczności indywidualnego kontaktu ze swoim kontrahentem. 

Jak sami widzicie korzyści ze współpracy z pośrednikiem obrotu nieruchomościami może być sporo. Nie wymieniłam wszystkich, bo można jeszcze chociażby wspomnieć o pomocy w negocjacjach. Moim zamiarem było uświadomienie Wam, czego możecie oczekiwać. Jak już pisałam, warto przedyskutować te kwestie od razu, aby być pewnym, że osoba, na którą postawiliśmy, właściwie się nami zaopiekuje. I nie bójcie się umów na wyłączność. Kojarzą nam się negatywnie bo z ograniczeniem swoich możliwości. Jednak prawa taka, że jeżeli postawicie na sprawdzonego pośrednika i podpiszecie z nim taką umowę, to nie będziecie musieli myśleć o alternatywnych środkach. Po prostu Wasza transakcja przebiegnie szybko i sprawnie. Jak zawsze jest to jednak kwestia dogadania się.

Wieczór w Hanza Cafe zakończyły rozmowy w kuluarach. Odniosłam wrażenie, że dzięki prelekcji Sabiny kolejni inwestorzy przekonali się do idei współpracy z pośrednikami. Świadczy o tym chociażby ilość wymienionych wizytówek. Ci, którzy funkcjonują na rynku dłużej, zdają sobie sprawę jak wartościowe są kontakty do profesjonalistów. 


Przecież kto z Was nie byłby gotowy zapłacić za pomoc w znalezieniu idealnej oferty czy "okiełznanie" nieprzychylnego właściciela nieruchomości? Pomagajmy więc sobie wzajemnie, a na pewno wszyscy na tym skorzystają.


Tych, których zainteresował temat inwestowania w nieruchomości, zapraszam na kolejne spotkanie toruńskiego oddziału Stowarzyszenia Mieszkanicznik, które już 4 kwietnia br. Tym razem będziemy mówić o remontach.

Do zobaczenia!


wtorek, 7 marca 2017

5 kobiet, które mnie inspirują

Dzisiaj dzień kobiet, a więc będzie kobieco. Postanowiłam przedstawić Wam pięć wyjątkowych pań, które zajmują ważną rolę w moim życiu - inspirują mnie do działania. Być może ich historie i Was oczarują.



COCO CHANEL



Ta filigranowa kobieta o srogim wyrazie twarzy i uszczypliwym humorze zrewolucjonizowała swoją epokę. Mimo trudnych początków - dzieciństwo bez rodziców, bieda, konieczność zmagania się z nierównością społeczną - miała taką wewnętrzną potrzebę niezależności, że porzuciła konwenanse i pozornie lekkie życie u boku bogacza, stawiając na ciężką pracę i swój rozwój. Kobieta, która na spotkanie towarzyskie potrafiła ubrać się jak mężczyzna. Jej barwna osobowość i konsekwencja zaprocentowały. Dzisiaj nazwisko Chanel przywodzi na myśl szyk, elegancję oraz ponadczasowość. Gabrielle Bonheur Chanel napisała swoim życiem piękną historię, która inspiruje kolejne pokolenia.

Ulubiony cytat: "Utrzymuj wysokimi swoje obcasy, swoją głowę i swoje wartości."

HALINA POŚWIATOWSKA


Żyła krótko choć swoimi emocjami mogłaby obdarować niejednego. Kobieta, która od dzieciństwa zmagała się z ciężką chorobą potrafiła w swoich wierszach nie tylko poruszać ale i bawić. Czym mi zaimponowała? Wolą życia. Tym, że mimo wyroku, jaki wydali na jej serce lekarze, postanowiła walczyć, a nawet wystawić swoje serce na próbę - zakochując się. Jej poezja z tego okresu zachwyca. Mało tego, po śmierci ukochanego męża Halina Poświatowska nie załamała się. Chciała żyć i była ambitna. Po operacji, którą przeszła w USA, postanowiła rozpocząć naukę w prestiżowym college'u. Dodam, że nie znała wtedy prawie w ogóle języka angielskiego. I tu kolejny fenomen - naukę skończyła w trzy lata więc o rok wcześniej niż przewidywał to program nauczania. Jej poezję odkryłam podczas nauki w liceum i po tych kilku zdaniach czuję, że muszę do niej wrócić...

MARTYNA WOJCIECHOWSKA


Silna osobowość, niezwykle ciekawa świata. Prowadzony przez nią cykl "Kobieta na krańcu świata" pozwolił dotrzeć do niesamowitych kobiet rozsianych po różnych kulturach oraz szerokościach geograficznych. Widziałam wszystkie odcinki programu i na każdy czekałam z równą niecierpliwością. Martyna Wojciechowska ujmuje swoją autentycznością. Jej przekaz pełen jest emocji i szacunku dla poznawanych osób. Ponadto jej życie jest dla mnie świadectwem wielkiej odwagi. Wyczyny fizyczne, których dokonała, pokazują że osiąga to, co sobie postanowi. A wszystko z humorem i wrodzonym optymizmem. Zawsze pod ręką trzymam jej książkę "Zapiski (pod) różne". To zbiór krótkich historii, notatek tworzonych w podróży. Idealna lektura, gdy nie ma czasu na czytanie powieści. I tak do poduszki czytam sobie czasem o wyprawie do tajemniczego szamana czy fenomenie japońskich kapciuszków. Polecam!

MAMA I SIOSTRA



Wiem, brzmi sentymentalnie. Ale miało być prawdziwie więc napiszę i o nich. Dwie z najważniejszych osób w moim życiu to z pewnością Mama i Siostra. Pierwsza przez całe życie motywuje mnie do wyznaczania ambitnych celów. Pokazuje, że wytrwałością i pracą można wiele zdziałać. Jedną z istotniejszych prawd, które mi wpoiła jest to, że dobro powraca. Wiem, że warto być empatycznym wobec innych ludzi i wyciągać pomocną dłoń. Nawet do tych, którzy czasem nie potrafią o to poprosić.

A siostra? Jak może imponować młodsza siostra? Taka może. Ala należy do egzemplarzy żądnych wrażeń. Czy to edukacyjnych - aktualnie studiuje czwarty kierunek - czy zawodowych. Najpierw przez sześć lat walczyła o ludzkie życie jako ratownik medyczny, by teraz postawić wszystko na jedną kartę i pójść do wojska. Ktoś z boku mógłby zapytać, co to za wielki wyczyn zmienić zawód w takim wieku. Ale każdy z nas wie, jak trudno jest zrobić ten pierwszy krok, gdy zasiedzieliśmy się w naszym ciepełku pewnej, choć może nie do końca wymarzonej, posady. Wniosek jest jeden: można to zmienić. I warto się na te zmiany decydować. 


Wierzę, że Wy również macie osoby, które inspirują Was do stawania się lepszymi. Pamiętajcie, aby otaczać się nimi i czerpać z ich mądrości. W końcu jesteśmy sumą pięciu najbliższych nam osób. Warto, aby były to te, które nam imponują.

Inspirującego dnia drogie panie!


czwartek, 23 lutego 2017

Krótka historia biologa, króry został grafikiem

Pasjonowała ją biologia. Była szansa, że zostanie naukowcem, jednak przed rozpoczęciem kariery w tej dziedzinie powstrzymała ją nietypowa fobia. Wówczas postawiła na sztuki piękne, by ostatecznie zostać grafikiem i kilka lat później przyjmować zlecenia z Polski, Irlandii czy Królestwa Bahrajnu. 

 

Siedemnaste spotkanie "Z biznesem mi do twarzy" potwierdziło, że artystyczna dusza może z powodzeniem zwojować świat biznesu.


źródło: www.izarysuje.pl


Jak sama przyznaje, początkowo nie miała odwagi założyć własnej firmy. Jeszcze w trakcie studiów na Wydziale Sztuk Pięknych UMK rozpoczęła pracę w agencji reklamowej. Po pięciu latach na etacie, w jej życiu zaszły duże zmiany. To wtedy postanowiła przełamać się i otworzyć swoją działalność. I tym sposobem w marcu 2013 roku powstało Studio Graficzne Izarysuje.

Na pierwszy "sufit" trafiła po dwóch latach. Okazało się, że ilość zleceń przekracza jej możliwości. Potrzebowała wsparcia. Aktualnie przewodzi kilkuosobowemu zespołowi, z którym w niedługim czasie będzie obchodziła czwartą rocznicę powstania firmy. A sama Iza wyzwań się nie boi, bo mimo artystycznego wykształcenia z chęcią poznaje techniczne tajniki swojej branży. Na potrzeby lepszego zrozumienia swoich klientów, nauczyła się nawet oklejać samochody! Prawdziwy człowiek renesansu. 

Biznes rekomendacji

Nie czarujmy się. W branży graficznej zleceń jest sporo, ale równie dużo podmiotów ubiega się o uwagę klienta. Jak więc pozyskać nowe kontrakty przy tak dużej konkurencji na rynku? Iza klientów ma odkąd pamięta. Początkowo byli to znajomi z większymi lub mniejszymi projektami. Później ruszyły rekomendacje i to dzięki nim studio Izy rozwija się w takim tempie. Pytana o swoje mocne strony, bez wahania wskazuje na kontakt z klientem. To dla niej priorytet. Dba również o terminowość projektów. Ma na to swoje tajne sposoby :)  

Ulubione

Ulubiony rodzaj zleceń? W swojej branży Iza ceni sobie ich różnorodność. Nie chce trzymać się kurczowo jednej tematyki. Jak sama twierdzi "ulubione zlecenia to te jeszcze niezrealizowane". Ulubiony etap realizacji zlecenia? Oddanie klientowi do korzystania - gdy projekt zaczyna żyć swoim życiem.

Prowadzi firmę bo...

...lubi. Świadczy o tym fakt, że pytanie, które wymagało od niej dłużej chwili do namysłu, dotyczyło wypoczynku. Cały czas szuka swojego idealnego sposobu na regenerację sił. Jako jeden z nich podała czytanie książek o... projektowaniu graficznym. Tak to jest, gdy człowiek przekuwa swoje hobby w pracę.

A jakie Wy macie pasje? Czy zastanawialiście się jak przełożyć je na biznes? A może już to robicie. Jeżeli tak, to Wam mocno kibicuję! Jeżeli nie - do dzieła!


wtorek, 21 lutego 2017

Razem czy osobno, czyli CZY łączyć strony na Facebooku

O tym, że warto mieć swój fanpage na Facebook'u wie każdy właściciel firmy. Czasem jednak praktyczne wydaje się założenie kilku stron zbliżonych tematycznie. Tu jednak pojawia się ryzyko. W trakcie zarządzania nimi może wkraść się niepożądany chaos. Wówczas jako rozwiązanie pojawia się opcja scalenia fanpage'y. 


Tym razem nie będę Wam wyjaśniała JAK to zrobić. Skupimy się na tym CZY warto.



Opis problemu


Prowadząc kilka fanpage'y dążymy do tego, aby każdy był unikatowy i prezentował najbardziej wartościowe treści. Musimy je więc różnicować. Problem pojawia się w sytuacji, gdy zarządzamy stronami o podobnej tematyce. Wtedy trudniej o różnorodność wpisów. Pojawiają się też dylematy czy duplikować poszczególne z nich. Gdy grupa docelowa jest zbliżona, content przekazywany na jednej ze stron może wpisywać się w konwencję drugiej. Poza tym ogranicza nas czas. Musimy pamiętać, że fanpage'a jest jednym z elementów prowadzenia działalności i nie możemy mu poświęcać całego dnia.

Podsumowując. Jak wynika z mojego doświadczenia, decyzja o połączeniu stron na Facebook'u jest zazwyczaj pokierowana optymalizacją działań.  

Kwestie techniczne

Samo scalanie fanpage'ów nie jest naszym tematem. Jak to zrobić możecie przeczytać tutaj. Zwrócę Wam tylko uwagę, jakie warunki muszą być spełnione, aby w ogóle połączenie było możliwe.

1. wspólny administrator obydwu stron
2. nazwy i treści zamieszczane na stronach są podobne
3. adres zameldowania (jeżeli istnieje) jest ten sam 

Facebook informuje nas, że osoby, które lubią zdublowaną stronę, zostaną powiadomione o połączeniu. Może to potrwać kilka dni. Ale co ważniejsze "Strona, która nie zostanie zachowana, zostanie usunięta z serwisu Facebook, a cofnięcie połączenia stron będzie niemożliwe." (Centrum Pomocy Facebook'a)

Konsekwencje połączenia

Zanim podejmiemy więc ostateczną decyzję, przeanalizujmy jakie konsekwencje niesie za sobą łączenie stron.



Ad. A
Scalenie polubień jest naturalną konsekwencją połączenia. W zasadzie na tym właśnie nam zależy. Chcemy aby fani z jednej i drugiej strony zostali zgromadzeni w jednym miejscu. Dzięki temu możemy się z nimi wygodniej komunikować, bez konieczności powielania treści.

Ad. B
Scalenie zameldowania dotyczy jedynie stron, na których ujawniamy nasz adres. Zrozumiałe, że aby dokonać połączenia te dane muszą być zgodne. Nic nie tracimy, a porządkujemy.

Ad. C
I tu pojawia się pierwsza niedogodność. Ze strony dołączającej usunięta zostanie cała treść, tj. wszystkie posty, zdjęcia, komentarze, itp. Oczywiście Facebook na osłodzenie, daje nam podpowiedź, jak pobrać kopię strony przed jej usunięciem (tutaj). Jednak nie zmienia to faktu, że dotychczasowy content nie będzie już dostępny dla naszych fanów.

Ad. D
Oprócz opublikowanej dotychczas treści, w przypadku łączenia musimy się również pożegnać z nazwą dołączanej strony. Traktuję to jako minus, ponieważ nie będziemy mogli już do niej wrócić. Jednak w przypadku, gdy nazwy stron są łudząco podobne i różnią się jedynie jednym słowem, prawdopodobnie ta zmiana nie będzie dla właściciela rażąca.

Ad. E
Podjęcie decyzji o połączeniu stron jest nieodwracalne. No właśnie. Gdy już rozpoczniemy ten proces, nie wrócimy do punktu wyjścia. Dlatego decyzję trzeba podjąć w pełni świadomie.

Alternatywa?

Jak się domyślacie, poruszam ten temat, ponieważ sama stanęłam przed wyborem - łączyć czy nie łączyć. W moim przypadku sprawa nie była taka prosta. Strony, które potencjalnie chciałam połączyć różniły się w moim przekonaniu swoim zakresem i miałam problem, żeby z jednej całkowicie rezygnować tracąc jej zawartość. A dodam, że ilość polubień była podobna więc moja decyzja była bardziej pokierowana wygodą zarządzania, niż chęcią podbicia liczby fanów. Postawiłam więc na inne rozwiązanie. Skorzystałam z opcji "Cofnij publikację strony". Znajdziecie ją w Ustawieniach swojej strony (punkt drugi "Widoczność strony"). Efekt? Treści i nazwa zachowane, a strona jest niewidoczna. Nie można jej wyszukać i na nią wchodzić. Daje to furtkę, że gdy zmienię zdanie i będę chciała zacząć rozwijać nieopublikowango teraz fanpage'a, zawsze mogę go opublikować ponownie. A póki co zamierzam skupić się na stronie, którą uznałam za wiodącą.

Powodzenia w podejmowaniu Waszych decyzji!


środa, 8 lutego 2017

Sztuka wyboru, czyli zarządzanie zadaniami

Żyjemy w zabieganym świecie. Często ilość zadań, które przed sobą stawiamy niebezpiecznie przekracza poziom wykonalności. Co jednak, gdy czas mamy ograniczony? Musimy wybierać. 







Dzisiaj pokażę Wam, jak za pomocą kilku prostych kroków zweryfikować swoją listę obowiązków na tyle, by stała się realna do realizacji.

 









1. Role życiowe

Ustalcie, jakie role życiowe pełnicie. W moim przypadku są to (alfabetycznie): bizneswoman, bloger, córka / siostra, mama, z-ca lidera Stowarzyszenia Mieszkanicznik, przyjaciółka, żona. Gdy wypiszecie swoje role, ustawcie je od najważniejszych do tych, które są dla Was mniej istotne.

2. Zadania obowiązkowe

Wypiszcie zadania, które musicie wykonać w tym tygodniu. W moim przypadku planowanie tygodniowe zdaje egzamin, natomiast jeżeli wolicie wybrać rozliczenie miesięczne - to Wasz wybór. Teraz przyporządkujcie zadaniom poszczególne role. W ten sposób możecie w prosty sposób odrzucić obowiązki, które muszą poczekać z uwagi na inne priorytety. Przykładowo jeżeli mam zadania "zajęcia muzyczne z dzieckiem" oraz "napisanie posta na bloga", z uwagi na ograniczony czas, wybieram to pierwsze. Ponieważ rola mamy jest dla mnie istotniejsza od blogera. Chyba, że uda mi się przekonać tatę, ale o tym za chwilę :)

3. Kto może pomóc?

Gdy wypiszę już wszystkie zadania, zawsze się zastanawiam czy muszę je wykonać samodzielnie. Dlaczego? Ponieważ nie jestem specjalistką w każdej dziedzinie. Jeżeli mam do wykonania zadanie a wiem, że są ludzie, którzy mają w tym temacie większą wiedzę - nie boję się poprosić o pomoc lub radę. Tak, naprawdę często korzystam z dobrodziejstwa networkingu i Wam też to polecam (kilka słów o networkingu możecie przeczytać tutaj). Także wracając do przykładu przywołanego powyżej - jeżeli poproszę męża o zajęcie się córką, mam czas na pisanie :)

4. Plan dnia

Jestem uzależniona od planowania i nie boję się tego przyznać. Planuję od zawsze. Należę do ludzi, którzy prezenty świąteczne mają kupione we wrześniu. Oczywiście im więcej zadań tym większą mam satysfakcję, jeżeli realizuję je w 100%. Jak wspominała Anita Kowalska w swojej grudniowej wypowiedzi (tutaj) 1 minuta planowania zaoszczędza aż 10 minut pracy. Spiszcie więc wieczorem, które zadania wykonacie następnego dnia, w jakiej kolejności i dodajcie przedział czasowy np. do godz. 12 lub 16. Dzięki temu od rana będziecie wiedzieli co i kiedy robić.

5. Zjedz tę żabę

Kto czytał książkę Briana Tracy pod tym tytułem ten wie, że najtłustsze ropuchy - czyli najtrudniejsze zadania - najlepiej smakują o poranku. Gdy przełamiecie się i przebrniecie przez najbardziej karkołomny Waszym zdaniem punkt dnia, reszta obowiązków wyda Wam się dziecinnie prosta. Tym samym wykonacie je szybko i sprawnie, co dodatkowo poprawi Wam samopoczucie. I efektywność.

Tyle. Pięć kroków. Przetestujcie, a być może okaże się, że niespodziewanie zyskacie trochę czasu. Trzymam kciuki!


piątek, 30 grudnia 2016

Jak planować, aby realizować swoje cele


Dziś 30 grudnia, czyli trzysta sześćdziesiąty piąty dzień 2016 roku. Jutro większość z nas spędzi czas z rodziną lub przyjaciółmi, aby mniej lub bardziej hucznie przywitać kolejny, 2017 rok. Jednak czy jesteśmy na to przygotowani? I nie chodzi mi tylko o imprezowe przekąski czy napoje wyskokowe. 


Koniec grudnia to zwykle czas podsumowań. Zastanawiamy się jak podjęte w ostatnim roku decyzje i dokonane wybory wpłynęły na kierunek drogi, którą obraliśmy. Czy przybliżyły nas do celu? A może oddaliły? Przychodzi refleksja "czy mógłbym coś zrobić inaczej?". 


Jakie znaczenie ma planowanie, w czym pomaga filozofia Kaizen i jak wykorzystać wewnętrzną motywację - o tym porozmawiamy z Anitą Kowalską, autorką bloga stworzonego z pasji do odkrywania tajników efektywności osobistej.


zdj. Kinga Jarzyńska

Jaką rolę w Twoim życiu odgrywa planowanie? Czy przydaje się również poza sferą zawodową?


Planowanie jest ważnym elementem każdej sfery mojego życia. To moje drugie imię :) Z planowaniem czuję się bezpieczniej, pewniej. Czuję, że mam realny wpływ na swoje życie i posuwam się naprzód w kierunku, który sama dla siebie wybrałam. Planowanie w pracy to wręcz obowiązek. Wiele rzeczy nie ma prawa się udać, jeśli wcześniej nie poświęcimy czasu na stworzenie planu działania, określenie terminów, zgromadzenie zasobów. Dotyczy to wszystkich projektów, planów sprzedaży, kampanii marketingowych. Poza tym planowanie pozwala nam zwiększać efektywność i wykonywać zadania szybciej. Zdaniem Brian’a Tracy 1 minuta planowania zaoszczędza aż 10 minut pracy. Mam jednak wrażenie, że planowanie w pracy nie stanowi tak dużego problemu jak planowanie w życiu prywatnym. Znam wiele osób, które w pracy są świetnie zorganizowane, a w życiu prywatnym „dryfują” reagując na to, co przynosi im życie. To błąd. Poprzez planowanie proaktywnie kreujemy swoje życie i świadomie decydujemy czym je wypełniamy.

Wiem, że nawyk planowania masz "od zawsze". Jak on ewoluował przez lata - jakie metody się sprawdzały, a jakie nie spełniały Twoich oczekiwań? Na jakim etapie jesteś teraz?


Kiedyś planowałam zadania w systemie dziennym, a cele rozpisywałam na kilka lat. Planowanie dnia sprawiało, że koncentrowałam się najczęściej na tym, co tu i teraz, na tym co pilne. Cele natomiast były ambitne, wymagające wielu usystematyzowanych działań. Brakowało mi systemu, który wypełniłby lukę między krótkowzrocznym planowaniem dnia, a strategicznymi celami na najbliższe lata. W 2011 roku na szkoleniu „7 nawyków skutecznego działania” Franklin’a Covey’a poznałam koncepcję planowania tygodniowego. To zmieniło całkowicie moje podejście do planowania zadań. W końcu znalazłam system, dzięki któremu mogłam zadbać o swoje cele, najważniejsze obszary życia i o siebie. Planowanie tygodniowe to punkt równowagi pomiędzy świadomym projektowaniem swojego życia, a tym co w naszym życiu nieprzewidywalne. Przewagą tej metody, nad wszystkimi innymi - z którymi spotkałam się w swoim życiu - jest to, że co tydzień wymaga od nas, abyśmy się na chwilę zatrzymali i zastanowili, czy zmierzamy we właściwym kierunku. Myślę, że w tych szalonych czasach jest szczególnie ważne, aby mieć świadomość do czego się pędzi i po co. Dzięki planowaniu tygodniowemu od 6 lat skutecznie realizuję swoje cele. Łączę wiele dziedzin życia takich jak praca, biznes, studia, relacje, rozwój osobisty, czy samoodnowa i zarażam tą metodą innych. 

Jesteś zwolenniczką filozofii Kaizen. Możesz pokrótce opowiedzieć czym się charakteryzuje to podejście i jak Tobie osobiście pomaga? 


Filozofię Kaizen najlepiej oddaje cytat Lao Cy „Nawet najdłuższa podróż zaczyna się od jednego kroku”. Kiedy stoimy w obliczu dużego wyzwania, zwykle nie wiemy od czego zacząć, bo o ile cel jest jasny, to droga do niego mglista. Kaizen mówi: nie skupiaj się na szczycie góry, który jest odległy i nie sposób przewidzieć, co Cię czeka po drodze. Skup się na postawieniu pierwszego kroku w jej kierunku. A gdy już go zrobisz, pomyśl jak postawić kolejny. Wszystko po to, aby pozostawić w uśpieniu ciało migdałowate - małą niepozorną część mózgu, która uaktywniona przez lęk, paraliżuje nas uniemożliwiając działanie. Każdy z nas doświadcza tego, gdy ma przed sobą np. napisanie pracy magisterskiej, utratę 20 kilogramów, czy rzucenie palenia. Zadanie wydaje nam się tak wielkie, tak wymagające, że stresujemy się na samą myśl o nim. W konsekwencji sparaliżowani strachem często odwlekamy rozpoczęcie działań. Można inaczej. Zamiast stawiać sobie za cel napisanie pracy magisterskiej, postanów napisać pół strony każdego dnia. Zamiast  zastanawiać się jak zrzucić 20 kilogramów, zacznij od 5 minut aktywności fizycznej dziennie. Chcąc rzucić palenie - zapal o jednego papierosa mniej w każdym tygodniu. Tak małe zadania, są łatwe do wdrożenia, nie budzą lęku, co sprawia, że jesteśmy skłonni je wykonać. W miarę jak zaczyna nam być wygodnie z tym działaniem, zwiększamy kroki i tempo. Wiele osób zadaje mi pytanie, ile czasu zajmie dojście do celu, skoro będziemy szli tak powoli. Zawsze wtedy przytaczam słowa Earl’a Nightingale’a „Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu - czas i tak upłynie”. Mi osobiście metoda Kaizen pomaga w osiąganiu tych największych i najbardziej ambitnych celów w moim życiu. Pozwala motywować się do działania, nawet wówczas, gdy opuszcza mnie motywacja. Kiedy na przykład chcę napisać duży artykuł, a kompletnie nie mam danego dnia weny, nie myślę sobie „Boże, muszę napisać artykuł”. Myślę sobie ok, po prostu zacznę, napiszę pierwsze 3 zdania i odłożę na bok. Wtedy się rozluźniam, znika strach, a pojawia się kreatywne myślenie. Tym sposobem zwykle kończę wszystko, co zaczynam. Kaizen to ewolucyjna metoda, która jednak pozwala wprowadzać w życiu rewolucyjne zmiany.

Osoby interesujące się samorozwojem są świadome, że każdy nasz cel powinien być SMART (specific, measurable, archievable, realistic, time-bound). Jednak sądzę, że niewielu z nas może się pochwalić 100% skutecznością… Jak zwiększyć prawdopodobieństwo realizacji założonych planów?


Prawidłowe sformułowanie celu to dobry początek, ale nie wystarczy, aby zrealizować swój cel. Praca z celem to proces, w którym główną rolę odgrywa motywacja. To dzięki niej znajdujemy w sobie siłę do codziennej pracy nad celem, przełamywania własnych słabości, cierpliwość, odwagę, determinację. To motywacja i świadomość tego, co chcemy osiągnąć, pozwala nam każdego dnia świadomie przydzielać swój czas ludziom i sprawom. Przedkładać to, co ważne, nad to co jedynie pilne. Dlatego też jednym z pierwszych pytań jakie zadaję, gdy pomagam ludziom rozpracowywać ich cele, brzmi: „Jakie jest Twoje Dlaczego?”. Warto się upewnić, że to my sami - a nie społeczeństwo, media, czy rodzina - jesteśmy źródłem swoich dążeń. Wierzę, że tylko wtedy, gdy czerpiemy ze źródła wewnętrznej motywacji, jesteśmy w stanie wytrwać w swoim postanowieniu aż do skutku i jednocześnie cieszyć się samą drogą. Zauważyłam też, że jednym z najczęstszych błędów, przez które ludzie nie osiągają swoich celów jest to, że nie żyją nimi na co dzień. Zbliża się koniec roku, za chwilę będziemy mogli się przekonać jak prawdziwe są te słowa. Pierwszego stycznia tysiące Polaków postawi sobie za cel: schudnąć, rzucić palenie, uprawiać sport, więcej zarabiać, ale nie przekują swoich celów w czyn. Nie poświęcą czasu na rozpracowanie swojego celu i stworzenie do niego planu działania. Nie zastanowią się jak zrobić miejsce na nowe aktywności w swoim życiu, umyśle i kalendarzu (!). Nie przeanalizują, czy są gotowi zapłacić cenę za swój cel. Liczą, że coś się zmieni nic nie zmieniając. To niemożliwe. Praca z celem, to naprawdę jest praca. Musi być przemyślana, zaplanowana i konsekwentna.

Przed nami rok 2017. Z pewnością wielu z nas powita go z listą noworocznych postanowień. Jak to wygląda u Ciebie? Masz jakieś sprawdzone patenty na podsumowanie starego roku i przygotowanie celów na kolejny?

 

Szczerze mówiąc dla mnie 1 stycznia nie jest jakąś wyjątkową datą. Planuję przez cały rok, podobnie jak przez cały rok realizuję swoje cele. Jedne mają horyzont 5-letni inne zaledwie 2-miesięczny. Nie widzę powodu, aby czekać z wytyczeniem kolejnych celów aż do początku roku. Niezależnie jednak od tego, w jakim systemie planujemy, wyznaczając nowe cele warto przyjrzeć się swoim wartościom, bo te zmieniają się w zależności od etapu życia, w którym jesteśmy. To, co było dla nas ważne kiedy byliśmy nastolatkami, niekoniecznie musi być ważne w okresie studiów lub kiedy zakładamy rodzinę. Warto przyglądać się sobie i systematycznie pytać samego siebie: co jest dla mnie ważne, co chcę osiągnąć w życiu, kim chcę być? Cele mają odzwierciedlać te wartości. Być z nimi w zgodzie. Jeśli chodzi o mnie, to zawsze  też analizuję to, co się wydarzyło. Nie po to, aby rozpamiętywać sukcesy i porażki, ale po to, by wyciągać wnioski. Własne doświadczenie jest najlepszym nauczycielem. Jeżeli oczywiście chcemy się uczyć.

Dokończ zdanie: "Rok 2017 będzie…

 

Intensywny. To rok, który zamierzam zainwestować w rozwój mojej działalności w obszarze efektywności osobistej. Mam w planach nowe szkolenia, webinary, kursy on-line, rozwój bloga i fejsbukowej grupy Treningi Efektywności. Będzie się działo!


W takim razie życzę Ci wytrwałości w planowaniu i realizacji celów! Nie ukrywam też, że z ciekawością będę obserwowała Twoje kolejne kroki. Trzymam kciuki za nowe przedsięwzięcia!


Mam nadzieję, że dzięki radom Anity i Wy poczujecie moc sprawczą, przez co 2017 rok będzie dla Was czasem zrealizowanych planów. Tego Wam życzę!


zdj. Kinga Jarzyńska

 ANITA KOWALSKA


Sama o sobie mówi, że jest "eksperymentatorem w dziedzinie efektywności osobistej". Wykorzystując umiejętności planowania, na studiach z powodzeniem łączyła dwa fakultety oraz prowadzenie własnej firmy. Na ostatnim roku prawa, mając zaledwie 25 lat, została najmłodszym Managerem Sprzedaży ds. Kluczowych Klientów w jednym z Towarzystw Ubezpieczeniowych. Aktualnie zdobyte doświadczenia wykorzystuje inspirując innych. W tym celu prowadzi bloga oraz grupę na Facebooku, w ramach której raz w miesiącu przeprowadza Treningi Efektywności. 

Najbliższy już w dniu 5 stycznia 2017 r.